Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 kreska: 10/10
fabuła: 4/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 19
Średnia: 7,79
σ=1,06

Wylosuj ponownieTop 10

Biomega

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2004-2009
Liczba tomów: 6
Tytuły alternatywne:
  • バイオメガ
  • Violent Infectious Disease Covers All the World... The Omega.

Genialnie narysowana cyberpunkowa manga akcji, pokazująca, że oryginalne pomysły to czasami za mało, by stworzyć wybitny tytuł.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Miica

Recenzja / Opis

Minęło kilkaset lat od zakończonej klęską próby kolonizacji Marsa i zniszczenia wszystkich zapisanych cyfrowo danych na Ziemi. Nowa misja wysłana na Czerwoną Planetę, która miała ocenić możliwość ponownego zasiedlenia opuszczonej kolonii, zrywa kontakt po dotarciu na miejsce. Los astronautów wyjaśnia się dopiero po jakimś czasie, gdy ciało jednego z nich trafia na orbitę ziemską i zaczyna rozsiewać zarodniki wirusa N5S, zmieniające ludzi w żywe trupy, zwane dronami. W efekcie ludzkość ponownie staje przed olbrzymim kryzysem, a trzy potężne korporacje rozpoczynają wyścig w celu odnalezienia osób odpornych na wirus. Zakłady Przemysłu Ciężkiego Toha wysyłają trójkę stworzonych przez siebie homunkulusów, wyposażonych w specjalne motocykle, czego ciężko okupionym efektem jest zdobycie próbki mniej zaraźliwej wersji wirusa.

Kolejny homunkulus – Zoichi Kanoe – przybywa do niemal całkowicie opanowanej przez drony gigantycznej metropolii i przypadkiem potrąca wyglądającą zaskakująco zwyczajnie dziewczynę. Pozory jednak mylą i trudno uznać za normalny fakt, że dziewczę już po chwili cudownie regeneruje urwaną nóżkę i wstaje jakby nigdy nic. W ten oto sposób Zoichi po raz pierwszy spotyka Yion Green – osobę odporną na wirus, której cały czas szukał. Historia jednak nie toczy się tak prosto, jakby tego chciał i dziewczyna zostaje mu szybko sprzątnięta sprzed nosa przez jej uzbrojonego opiekuna, a po piętach depcze im korporacja PHS (Public Health Service), planująca zagarnąć to odkrycie dla siebie.

Tsutomu Nihei ponownie stworzył jednocześnie bardzo proste i zaawansowane uniwersum, bazujące na typowych dla niego motywach. Mamy świat przyszłości zaatakowany przez specyficzną wersję zarazy zombi, wzorowanych na Flood z cyklu gier Halo, trzy zwalczające się grupy, drużynę androidów ma motocyklach i pannicę z niezwykłym kodem genetycznym, będącym kluczem do ocalenia świata. Kłopot polega na tym, że przy okazji Nihei popełnia te same błędy, co w innych swoich mangach i niepotrzebnie dodaje nowe pomysły, zapominając o wcześniejszych wątkach i postaciach. A to sprawia, że pomimo ciekawych początkowych założeń, fabuła bardzo się plącze i prowadzona jest w tak niejasny i przypadkowy sposób, że poskładanie do kupy wszystkich wątków i historii przedstawionego świata staje się niemożliwe. W efekcie rzecz traci na jakości z rozdziału na rozdział, by w końcu przysłowiowo pukać spod dna. A gdy już wydaje się, że zmierza ku zakończeniu, akcja przenosi się dosłownie do innego świata, gubiąc po drodze parę wątków i wprowadzając nowe, które zostają nagle zakończone w ostatnim tomie, pozostawiając ponownie wiele kwestii otwartych.

Pomimo błyskawicznego tempa rozwoju historii część wydarzeń jest poprowadzona jeszcze szybciej, sprawiając wrażenie telegraficznego skrótu. Jeszcze inne zostają porzucone bez jakiegokolwiek wyjaśnienia i do tego stopnia oderwane od głównego wątku, że można by je bez żadnej szkody wyciąć i nikt by tego nie zauważył. Osobiście zupełnie nie rozumiem choćby wątku nieśmiertelnej Reload i jej roli w fabule, tym bardziej, że pojawia się osobiście tylko na początku i pod koniec, zamykając całość niejasną klamrą. Równie źle prezentuje się zwrot akcji z połowy mangi, przenoszący akcję w zupełnie inne, abstrakcyjne uniwersum i sprawiający, że można by ją bez większego problemu podzielić na dwa różne tytuły, a i tak zostałoby sporo pomysłów na zupełnie inny komiks. I chyba w tym leży główny problem. Miałem wrażenie, jakbym czytał przynajmniej dwa razy dłuższe dzieło, z którego usunięto najciekawsze sceny i wątki, zostawiając czystą akcję. O dziwo nawet w dalszej części trafiają się świetne momenty, takie jak historia dziewczyny, której rodzina i sąsiedzi zmieniają się w drony, ale toną one w gąszczu absurdalnych i następujących w szalonym tempie wydarzeń. Trudno się nie zdziwić, gdy pojawia się lokalna Calineczka – Funipero, a gdy w późniejszym rozdziale traci opanowanie i czasowo zmienia się w dorosłą postać, strasząc specyficzną erotyką i mackami, to nie wiedziałem, czy się śmiać, czy rzucić lekturę w diabły. O przeróżnych pozostawionych bez wyjaśnienia śmiesznostkach, takich jak niczym nieuzasadnione teleportowanie się bohaterów z miejsca na miejsce, zachowanie przy życiu jednego z adwersarzy tylko po to, by mógł pomachać przed czytelnikami przezroczystą rączką i pojeździć na jednorożcu, ścigając swoje marzenia oraz finałowa walka polegająca na celowaniu pilotem od telewizora w przycisk na ścianie, chyba nie ma sensu się rozpisywać.

Historia jednak nie jest najważniejsza, gdyż Biomega imponuje rozmachem i przez wszystkie sześć tomów serwuje pomysły tak efektowne, że aż na granicy kiczu. Lądowanie motocyklem na wrogim myśliwcu, by przejąć na nim kontrolę i skierować go przeciw wrogom, może wydać się szalone, ale jest jedynie przedsmakiem możliwości głównych bohaterów. Tym bardziej, że dysponują oni wytrzymałością czołgu, siłą King Konga i uzbrojeniem, jakie wzbudziłoby zazdrość każdej armii. Przebijanie się przez ściany, silniki odrzutowe w butach, jeżdżenie motocyklem po dachach i powierzchni windy orbitalnej prosto w stronę kosmosu oraz zabijanie szalenie silnych przeciwników jednym strzałem z pistoletu są więc na porządku dziennym. A do tego każde z bohaterów dysponuje jakimiś unikalnymi zdolnościami lub specjalnym uzbrojeniem. Jednym z przykładowych patentów są trzy pary ostrzy na łańcuchach zamontowane na motocyklu i pozwalające atakować w absurdalny sposób lub jeździć w niesprzyjającym po temu otoczeniu, takim jak pionowe ściany.

Paradoksalnie jednak Biomega nie jest także tytułem pozbawionym „czegoś więcej”. Żadna ze stron konfliktu nie okazuje się czarna lub biała, a wszystkie wyznają zasadę, że cel uświęca środki. Nawet Zakłady Toha działają raczej we własnym interesie niż dla ogólnie pojętego dobra, a duet złożony z Zoichiego i Nishu jedynie wykonuje powierzone zadanie, nie przejmując się jego konsekwencjami ani sensem. Trudno oprzeć się myśli, że w jakimś punkcie podczas walk z kolejnymi kryzysami ludzkość utraciła człowieczeństwo i prawie żadna z postaci nie kieruje się już uczuciami i humanitarnością. Większość pracowników DRF i PHS zrezygnowało także z ludzkiej postaci, zyskując tym samym odporność na wirusa, ale tracąc coś ważnego. Niestety bardzo trudno to wszystko dojrzeć wśród kolejnych wybuchów, mordobić i strzelanin oraz przy tempie akcji szybkim niczym motocykl.

Nie traci na tym jedynie wizja świata i pomimo licznych niejasności mocno porusza swoim klimatem. Ziemia u progu czwartego milenium zachwyca monumentalnością miast i oddzielającymi je pustkowiami. Jest to jednak piękno pełne smutku, gdyż o wiele łatwiej spotkać w nich drona niż człowieka, a pomimo zaawansowanej technologii cywilizacja powoli chyli się ku upadkowi. Natomiast Recreator, na którym toczy się akcja dalszych tomów, stanowi przeciwieństwo tego świata. Cyberpunk, będący dotąd ulubionym gatunkiem autora, został tu zastąpiony przez tzw. biopunk, którego cechą charakterystyczną są eksperymenty genetyczne, poważne modyfikacje ciał i zaawansowana biotechnologia. To uniwersum całkiem obce, powstałe na ciele niebieskim nieprzypominającym niczego istniejącego w naszym świecie, ale też pełne życia i nadziei, której dawno zabrakło na Ziemi. Przy okazji pojawia się pewien problem. Biomega jest drugą, po Blame! Academy, mangą Tsutomu Niheia, w której są obecne erotyka i seks. Niby nic, ale łączą się one z poważnymi deformacjami ciał. Żołnierz w jednoznaczny sposób dobierający się do drona albo bohater uprawiający seks z poważnie zdeformowaną kobietą to, łagodnie mówiąc, dziwny widok. Czujcie się ostrzeżeni!

Fabułę lepiej więc potraktować z dystansem i cieszyć się dopracowaną kreską, akcją i postaciami. Tym bardziej, że bohaterowie są całkiem udani, choć widać w nich sporo cech Killy'ego z Blame!. Główny bohater, Zoichi, to właściwie jego klon. Został stworzony jako maszyna do zabijania, zdolna do błyskawicznego przemierzania dużych odległości i wykonywania skomplikowanych zadań bez użalania się nad sobą i zadawania pytań. Nie ma on żadnych wątpliwości i wydaje się pozbawiony uczuć, co w apokaliptycznej scenerii jest raczej zaletą niż wadą i pozwala mu przeć przed siebie. Niestety został pozbawiony jakiejś głębszej motywacji, zaś jego rola ogranicza się do bycia przerzucanym z miejsca na miejsce w szczytnym celu zabijania kolejnych przeciwników. Druga z homunkulusów stworzonych przez Toha, Nishu, zachowuje się podobnie, ale potrafi być nieobliczalna i stracić nad sobą kontrolę pod wpływem wściekłości. Towarzyszą im łącznie trzy Sztuczne Inteligencje, pełniące role ich przewodników i przyjaciół, których hardware jest zamontowane na motocyklach. Naprawdę mocnym punktem są jednak negatywne postacie, służące dwóm korporacjom rywalizującym z Toha. Nie ustępują głównym bohaterom determinacją i umiejętnościami, a jednocześnie są w pełni świadome konsekwencji swoich działań i zdarza się, że pod nieludzką aparycją ukrywają ludzkie cechy. W ich świecie nie ma jednak miejsca na współczucie i nawet nie próbują przeciwstawiać się organizacjom, w imieniu których działają.

Gorzej jednak jest ze „zwykłymi” postaciami. Gadający niedźwiedź Kozlov ewidentnie pojawia się tylko po to, by rzucić kilka świetnych wypowiedzi, godnych Osła ze Shreka, i polatać sobie motocyklem na tle księżyca w stylu ET. Później jego udział w historii staje się bardzo naciągany, choć paradoksalnie jest jedną z najbardziej ludzkich postaci, kierującą się uczuciami i moralnością. Natomiast Yion to kolejny pakunek przerzucany z miejsca na miejsce, pozbawiony okazji, by wykazać się charakterem, choć podobno jest kluczem do powstrzymania dronów. W dodatku większość bohaterów otrzymuje o wiele za mało czasu, albo bez specjalnego wyjaśnienia nagle przestaje się pojawiać.

Kreska przechodzi zaskakującą i płynną przemianę na przestrzeni zaledwie sześciu tomów. Pierwsze zachwycają szalenie szczegółowymi tłami utrzymanymi w ciemnej tonacji, wypełnionymi najczęściej monumentalną architekturą, będącą znakiem rozpoznawczym autora. Nie stroni on jednak od pokazywania niemal klaustrofobicznych pomieszczeń i drobnych detali. Kreska postaci jest dość realistyczna, choć w większości mają bardzo ubogą mimikę harmonizującą z ich odczłowieczeniem. Przy okazji wprowadzony zostaje bardzo charakterystyczny motyw – większość przeciwników nosi białe fartuchy, kojarzące się zarówno z lekarzami, jak i rzeźnikami, oraz proste i demoniczne maski, pod którymi ukrywają twarze. Powszechne są też poważne deformacje ciała, godne pierwszorzędnego horroru. Nieco zmienia się to w drugiej części, rozgrywającej się w świecie zwanym Recreatorem, w którym normalni ludzie są uważani za dziwolągi lub efekt eksperymentów genetycznych, a większość postaci zaledwie ich przypomina. W dodatku krajobrazy i budynki nabierają cech organicznych, a flora i fauna zadziwiłyby niejednego astrobiologa. Wszystko to rysowane jest prostszą kreską, utrzymaną w znacznie jaśniejszej tonacji, w której czarny tusz służy głównie do zaznaczenia konturów i detali.

Biomega jest tytułem potwornie nierównym. Z jednej strony zachwyca oryginalnymi pomysłami i niezwykłą wizją przyszłości, z drugiej jest wtórna w stosunku do poprzednich mang Tsutomu Niheia. Również fabuła nie jest najwyższym osiągnięciem sztuki komiksowej i z czasem zaczyna irytować spiętrzającymi się niejasnościami i prostymi błędami w poprowadzeniu. Fani szybkiej akcji oraz cyber- i biopunku powinni być jednak zadowoleni, szczególnie jeśli będą w stanie przymknąć oko na przynajmniej część niedoróbek.

C.Serafin, 22 grudnia 2012

Recenzje alternatywne

  • Tablis - 24 października 2011
    Ocena: 8/10

    Mordercza zakaźna choroba ogarnia cały świat… Omega. więcej >>>

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha, Shueisha
Autor: Tsutomu Nihei