Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 kreska: 10/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 19
Średnia: 7,79
σ=1,06

Wylosuj ponownieTop 10

Biomega

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2004-2009
Liczba tomów: 6
Tytuły alternatywne:
  • バイオメガ
  • Violent Infectious Disease Covers All the World... The Omega.

Mordercza zakaźna choroba ogarnia cały świat… Omega.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Miica

Recenzja / Opis

Część I: Pęd w nieskończonych przestrzeniach

Motocykl wraz z samotnym jeźdźcem mknie środkiem oceanu. Tam, gdzie stalowa wstęga mostu rozcina jego pustkę, ryk rozdzieranego przez pojazd powietrza rozrywa ciszę zalegającą nad światem. W końcu na horyzoncie wyłania się wyniosły masyw miasta – absurdalnej w skali termitiery z metalu i ceramiki. Jego stalowy szkielet to kości trupa, w jakiego w przeciągu godzin zmieniła się ludzka cywilizacja. Wysoko nad pustką, na niskiej orbicie okołoziemskiej, z ciała marsjańskiego astronauty nieprzerwanie sypią się zarodniki zmieniające ludzi w kupę oślizgłego chodzącego mięsa. Przybysz bez nadmiaru uwagi usuwa przeszkadzające mu pozostałości mieszkańców. Wydaje się niedotknięty panującą pandemią, co tylko wzmacnia wrażenie wywołane zachowaniem i umiejętnościami, że jego forma człowieka jest w dużej części pozorna. Przez przypadek zabija nieliczną z ocalałych. Ta odżywa, okazując się poszukiwaną Yion Green – nieśmiertelną będącą kluczem do rekonstrukcji lub zniszczenia człowieka.

Jest około roku 3000. Homunculus Zoichi Kanoe i kierująca jego motocyklem SI Fuyu Kanoe zostali stworzeni przez korporację TOHA i w związku z zaistniałym kryzysem oddelegowani do poszukiwania jednostek odpornych na niszczący świat wirus N5S. Cel ten podziela korporacja DRF (Data Recovery Foundation) i będący z nim w sojuszu PHS (Public Health Service), których członkowie chronią się przed zarazą przy użyciu technologii. Po stuleciach rozwoju modyfikacji technologicznych ich ciała i umysły w małym stopniu przypominają ludzi, a cele i wartości nie przystają już do kategorii etycznych. Przedstawicieli TOHA również nie można uznać za obrońców ciemiężonych, to bardziej konserwatyści, dla których korzystny jest status quo ante ludzkości. Jedyną postacią, która myśli w humanistycznych kategoriach, jest ironicznie Kozlov – mówiący niedźwiedź chroniący Yion Green, a przez to wmieszany w światowy konflikt między DRF i PHS a TOHA. Taka konstrukcja fabuły, której pobieżny szkic przedstawiłem, oddala czytelnika od moralnego zaangażowania po którejkolwiek ze stron, pozwalając na bardziej neutralną obserwację przedstawionego świata.

To bowiem Ziemia roku 3000 w stopniu równie wielkim jak duet Kanoe jest bohaterem tej mangi. Od kilkunastu godzin postludzki już świat został oddany z obłąkańczą pieczołowitością i skalą. Przedstawione lokacje wahają się od klaustrofobicznych przestarzałych klatek schodowych do porażającego ogromem Międzykontynentalnego Kabla Cumowniczego, łączącego powierzchnię Ziemi z orbitą. Opuszczone miasta, fabryki, laboratoria to wielkie splątane masy budynków, rur i kabli tworzą materię przypominającą żywą tkankę. Dojmujące jest wrażenie, że ludzie stracili kontrolę nad własnymi wytworami na długo przed uwolnieniem wirusa N5S, że ich konstrukcje rozpoczęły już dawno niekontrolowany biologiczny rozrost, tworząc twory o strukturze raf koralowych, termitier czy lasów. Te niepokojące organizmy oddzielone są obszarami przepastnej niezagospodarowanej pustki jeszcze zwiększającej poczucie wyobcowania i mroczności.

Lektura Biomegi nie niesie jednak ze sobą wyłącznie doznań, nazwijmy to patetycznie „artystycznych”. Strony poświęcone pejzażom zdegenerowanego świata przeplatają się w niej płynnie z tymi poświęconymi akcji. Niemający wielu sojuszników Zoichi i Fuyu wielokrotnie zmuszeni są do udziału w dramatycznych pościgach i ucieczkach, pokonywać muszą też duże odległości, w czym pomaga motocykl Fuyu. Wspaniale oddany wtedy został, ostrą i stanowczą kreską, pęd i dynamizm, towarzyszący również scenom walk. Jakiekolwiek negocjacje w panujących warunkach fabularnych nie wchodzą w grę, toteż postaci z reguły zaczynają się ostrzeliwać bez zbytecznej wymiany zdań. Większość przy tym ma ciała, które są dalece do tego celu zmodyfikowane, co czyni starcia widowiskowymi i nieprzewidywalnymi, skoro nie sposób przewidzieć nawet, jakimi zdolnościami fizycznymi dysponują oponenci. Niemniej potyczki nie są długie, często już kilka pierwszych ruchów, kwestia refleksu i szybkości decyduje o wyniku, co nadaje im sporo emocjonalnego napięcia i nieprzewidywalności. Wszystko oddane bez żadnych kompromisów jeśli chodzi o jakość nie tylko oponentów, ale i teł, charakterystycznie, w przemyślanie niechlujnym i brudnym stylu Niheia.

Zarówno podczas walk, jak i bardziej dalekosiężnego planowania wydarzeń ich uczestnicy są całkowicie bezwzględni. Tsutomu Nihei przedstawił zrealizowany plan Nietzchego – świat nadludzi, których moralność i kultura musiały ustąpić nadrzędności woli. Plany DRF i PHS są dla nich celem niemalże absolutnym, a koszta i straty przez nie wywołane uważane za nieistotne. Zoichi i Fuyu kierują się bardziej humanitarnymi celami, lecz nie jest to ich świadomy wybór – do realizacji tych celów zostali skonstruowani, a z akcji nie wynika, aby byli wyposażeni w możliwość ich odrzucenia. Działają niemalże jak automaty, beznamiętnie i skutecznie wykonując powierzone zadania. Gestykulacja i mimika, których ekspresywność jest dla gatunku mangi bardzo charakterystyczna, tutaj prawie nie występuje. „Prawie” implikuje pewne wyjątki, istotnie Kozlov jest całkiem uczuciową postacią, a obserwowanie ludzkich emocji w wykonaniu niedźwiedzia jest dziwnym i odświeżającym doświadczeniem. Drugim, niewielkim, ale istotnym wyjątkiem jest… cała reszta. Przez zupełny minimalizm i oszczędność wyrazu Nihei osiągnął efekt, którego większość twórców na próżno poszukiwała natłokiem ekspresji – wyczulenie i rozbudzenie czytelnika. Będąc pozostawionym z wielką dziurą zamiast dusz bohaterów naturalnie zaczyna się doszukiwać choćby cienia emocji w drobnym geście, spojrzeniu, chwili zawahania. Okazuje się stopniowo, że to wrażenie nie jest pozorne. W dalszej części komiksu zaczynają pojawiać się fragmenty opisujące relacje osobiste duetu Kanoe, a także rządców DRF – Nyaldee i PHS – generała Naraina. Są zawsze krótkie, urywane i fragmentaryczne i właśnie na tym opiera się ich moc oddziaływania. Efemeryczność relacji nadaje im paradoksalnie głębię.

Podobny poziom enigmatyczności przedstawia fabuła. Motywacje stron konfliktu poznajemy niezwykle późno, większości szczegółów konstrukcji świata przedstawionego i dużych fragmentów wydarzeń – nigdy. Te informacje, które docierają do czytelnika, zawsze są podane w niebezpośredni sposób. Z powodu nierozmowności bohaterów fakty trzeba składać z nieczęsto rzucanych przez nich krótkich komentarzy i tajemniczych retrospekcji serwowanych przez autora. Mimo nastawienia na akcję, trzeba tutaj myśleć podczas lektury, samemu kojarzyć fakty, aby przyswoić opowieść. Większość z niej jest dobrze przemyślana i intrygująca, gorsze wrażenie sprawiają niektóre rozwiązania techniczne. Niektóre motywy, takie jak broń zasilana ludzkimi falami mózgowymi, nie przystają do dorosłego klimatu.

Część II: Zmiana geometrii

Na wyżynie położone jest osobliwe miasto, z budynkami bardziej przypominającymi bulwy niż klasyczne konstrukcje. Mieszkające w nim stworzenia, zbliżone do ludzi, z poruszeniem obserwują wyłaniające się z wieży robacze, pokryte mackami cielsko, na którego końcu przytwierdzona jest głowa kobiety. Spogląda ona na miasto, a po chwili z jej piersi odpada kawałek ciała i upada wśród czczących ją istot. Jedna z nich podnosi go, co jest jej ostatnią czynnością.

W momencie kiedy fabuła zdąża do ostatecznego, wydawałoby się, finału, następuje totalna zmiana dosłownie wszystkiego. Poznajemy nowy świat o osobliwej konstrukcji, fabuła startuje niemalże od początku, postacie się zmieniają, inny jest nawet styl rysunku. Nie sposób dokładnie odtworzyć przyczyny takiej decyzji Niheia. Powszechne wytłumaczenie mówi o konflikcie z wydawcą, niemniej nikt nie zmuszał go do rozwiązania tego problemu w tak dziwaczny sposób. W efekcie końcowe rozdziały stanowią odrębną mangę, o której nie sposób pisać łącznie z poprzednią częścią.

Jak można się domyślić, nagięcie Biomegi do nowego zamysłu artystycznego nie było możliwe bez lobotomii bohaterów, duetu Kanoe w szczególności. Grają, jak im autor zagra, tracąc wszelkie znamiona psychologicznej spójności. Co więcej, połowa obsady znika. Cześć odnajduje się później, brak reszty nie zostaje w jakikolwiek sposób wyjaśniony. Podobnie zmiana miejsca akcji zostaje bardziej proklamowana niż wytłumaczona. Nihei nieśpiesznie buduje nową fabułę, wprowadzając świeże wątki i postacie, w dodatku przeplatając je historiami pobocznymi, których związek z główną linią jest nikły albo zupełnie nieodgadniony. Kiedy zacząłem się już do nowego stanu rzeczy przyzwyczajać, Biomega się skończyła. Zostaje zakomunikowane, że przez wiele lat bohaterowie dzielnie walczyli, a teraz nastąpił czas ostatecznego starcia. Takowe następuje. Koniec.

Zdecydowanie więcej dobrego powiedzieć można o nowym stylu rysunku, będącym ciekawym i odważnym eksperymentem. Wszechobecny brud i szarość wyrażone bogatym cieniowaniem ustąpiły sterylnej czystości białych plam rozdzielonych gładkimi konturami. W kilku momentach wcześniej było widać eksperymenty w tym kierunku, niemniej ogólna zmiana jest dojmująca. Trudno mi powiedzieć, na ile celowo; Nihei pozbawił się w ten sposób emocjonalności kreski – wrażenie jest wręcz „szpitalne”. Szkoda, że wtrącił w ten sposób kadry w statykę, wyraźnie na minus kontrastującą z pierwszą częścią. Nie da się jednak ukryć, że ogólny efekt pasuje do dziwacznego świata, jaki zapragnął przedstawić.

Toż uniwersum nie ma sobie wielu podobnych w znanej mi literaturze. Coś à la techno­‑fantasy, chwilami cyberpunk, nieprzerwanie osobliwość. W szczegółach – widoki mogą przypominać znane z filmu i mangi Nausicaä z Doliny Wiatru, geografia świata z Pierścienia L. Nivena, ale zapewniam, że nie zdradzam zbyt dużo. Zaskakujące i niekonwencjonalne są projekty zwierząt i potworów, nie mogło się również obyć bez awangardowej architektury, nasuwającej jeszcze większe skojarzenia organiczne niż wcześniej. Nowym głównym bohaterem została rzeźba terenu, wielopoziomowa i różnorodna, zmieniając się prawie z kadru na kadr. W swojej oniryczności przypomina niemal dzieła Salvadora Dali, tak bardzo gwałci utarte prawa ładu i proporcji, wprowadzając na ich miejsce własną estetykę. Szkoda, że tak misterne opakowanie zawiera jedynie strzępy zawartości.

To odważna próba kompleksowego podejścia do światotworzenia, niestety, z uwagi na chaos fabularny, fakty tego świata dotyczące nie mają możliwości połączyć się w spójną całość. Pojedyncze legendy, historie obyczajowe, elementy struktury społecznej i jeszcze główny wątek składają się na dojmujący natłok i brak porządku, prowadzące do braku zrozumienia. Czułem się jak trzej ślepcy badający słonia – to złapię za ogon i myślę, że słoń jest wąski i giętki, to za ucho i uważam, że płaski i cienki, to za nogę z wnioskiem, że cylindryczny i twardy. Dobrze, kiedy świat przedstawiony nie jest całkowicie poznawalny, pozostawiając pole do wyobraźni, ale efekt ten powinien mieć swoje granice.

Część III: Na brzegu nieskończoności

Opuszczona baza marsjańska. W niewielkiej gablotce mimo upływu wieków wciąż tkwi zasuszony motyl. Na końcu korytarza, wśród wszechobecnego pyłu, stoi kobieta o smutnych pustych oczach. Astronauta dostrzega ją. Ściąga hełm.

Recenzja recenzją, ale samo wystawianie oceny mangom Tsutomu Niheia wydaje mi się zajęciem absurdalnym. Liczba wymaga skali, skala wymaga porównania. W przypadku tego twórcy porównania brakuje – esencja jego twórczości jest zbyt odległa od reszty kultury komiksowej. Niesamowity klimat, jakim przesycone są jego mangi, nie ma konkurencji. Pewne nawiązania występują, ale są zbyt luźno rozrzucone po architekturze, malarstwie i literaturze, aby wypracować jakiekolwiek standardy. W pierwszej części najbardziej widoczne są nawiązania do poprzednich dzieł autora. Pomysł na świat opanowany infekcją to ewidentnie ponowne podejście do zarzuconego komiksu Dead Heads, podobne do znanego Blame! są projekty postaci, nazwy, podobny w końcu pomysł na epatowanie monumentalną i organiczną architekturą. Można zarzucać mu schematyczność, mnie w przypadku Biomegi to nie irytuje. O skojarzeniach w części drugiej już wspominałem, są na tyle łagodne, że rozdziały te ciągle zaskakują „swoistością”.

Na cyferki z boku należy więc patrzeć z większą niż zazwyczaj rezerwą. Dzieło kultury powinno poruszać formą i intrygować treścią, co jednak powinno czynić w przypadku, gdy te pojęcia uległy zupełnemu przemieszaniu? Gdy treścią są obrazy, architektura, krajobraz, a tłem do nich fabuła i dialogi? Moje osobiste wymagania są niewielkie i spore zarazem – wystarcza mi, aby było wizją, snem, który można odbyć wraz z twórcą. Biomega to założenie spełnia, obie jej części, acz wizje w nich zaprezentowane są istotnie różnej jakości.

Tablis, 24 października 2011

Recenzje alternatywne

  • C.Serafin - 22 grudnia 2012
    Ocena: 7/10

    Genialnie narysowana cyberpunkowa manga akcji, pokazująca, że oryginalne pomysły to czasami za mało, by stworzyć wybitny tytuł. więcej >>>

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha, Shueisha
Autor: Tsutomu Nihei