Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

Yumi

  • Avatar
    Yumi 1.03.2016 22:04
    Re: Jezu
    Komentarz do recenzji "Jak zostałam Bóstwem!?"
    Jest kilka interesujących przykładów tłumaczeń tytułów filmów – mój ulubiony to Dirty Dancing przetłumaczone na „Wirujący seks” (chociaż teraz oficjalną wersją także w Polsce jest po prostu Dirty Dancing, do tamtego nikt się nie przyznaje :D). Więc jak widać dotyka to nie tylko mang. Ale fakt, wydawcy nadają takie tytuły, które według nich najlepiej brzmią i się sprzedadzą, przyciągną uwagę. A „Kamisama Hajimemashita” to na tyle trudny tytuł, że chyba w żadnym kraju, gdzie został wydany, nie został przetłumaczony dosłownie (franc. „Divine Nanami” czy amerykańskie „Kamisama Kiss”).
  • Avatar
    Yumi 17.06.2015 23:57
    Re: jeżu...
    Komentarz do recenzji "W stolicy kwiatów"
    I w tym momencie włączają mi się fejbukowe odruchy – ale ponieważ to nie fb, musiałam napisać… Masz lajka za ten komentarz! :D A nawet 3, za powód do śmiechu na koniec dnia! ❣ (●❛3❛●)
  • Avatar
    Yumi 19.05.2015 13:02
    Re: Sex=love^2
    Komentarz do recenzji "Sex=Love2"
    Prawdopodobnie mentalność fanek yaoi i shoujo jest nieco inna :) Chociaż nie wiem, bo ja na przykład czytuję jedno i drugie i gwałt jest dla mnie czymś naprawdę paskudnym niezależnie od gatunku.
    Wniosek jest taki, że większość fanek shoujo które razi coś takiego nie sięga po yaoi (przynajmniej nie tego typu, bo wierz mi, że da się też inaczej)... Z kolei yaoistki lubujące się w motywach tego typu zaczytują się w mangach Mayu Shinjou i to akurat jest sprawdzona informacja, wiele razy spotykałam w sieci takie polecajki.
  • Avatar
    Yumi 5.05.2015 10:27
    Re: Odnośnie polskiego tytułu mangi
    Komentarz do recenzji "Jak zostałam Bóstwem!?"
    Dotarłam również do tej informacji. Problem w tym, że w zdaniu „Jak zostałam bóstwem!?” – co tutaj może być kwestionowane? Cały nacisk tego kwestionowania wchodzi na „jak”, a trudno zakwestionować informację, której nie ma. Dlatego w takim przypadku nadal lepsze byłoby „Zostałam bóstwem!?” i wtedy wiadomo, o co chodzi i jaka informacja jest kwestionowana, co budzi zdziwienie itd. Dla mnie w każdym razie tytuł to wielki niewypał, bo tak czy inaczej powinien być jasny i jasną informację ze sobą nieść. A tutaj czytelnik się gimnastykuje, żeby to miało sens.
  • Avatar
    Yumi 20.08.2014 23:46
    Re: Raczej się zawiodłem
    Komentarz do recenzji "Tenshi Nanka ja Nai"
    A pewnie, bardzo zachęcam do zostawienia komcia po skończeniu, bo jestem bardzo ciekawa, jak dobierzesz całość po skończeniu :D I cieszę się, że jednak tak całkiem nie nakłamałam w tej recenzji ;)
  • Avatar
    Yumi 17.08.2014 23:51
    Komentarz do recenzji "Kuragehime"
    Już teraz nawet dokładnie nie pamiętam, ale przeciągają straszliwie wątki. Aż się wierzyć nie chce.  kliknij: ukryte  Jakoś cała magia gdzieś zniknęła, humor też… Po prostu drugi Skip Beat się z tego robi, smutne…
  • Avatar
    Yumi 17.08.2014 23:47
    Re: Raczej się zawiodłem
    Komentarz do recenzji "Tenshi Nanka ja Nai"
    No cóż, bardzo mi przykro jeśli ktoś się zawiódł moim poleceniem, bywa że gusta się nie pokrywają.

    Szczerze powiem, że w zasadzie zgadzam się z tymi zarzutami: to prawda, że ich związek wyglądał w tamtym momencie bardzo nieciekawie, na pewno nie było to zdrowe ani dobre dla żadnego z nich, jednak… Moim zdaniem trafnie ujęto tę problematykę i to, dlaczego im nie grało. I może ze względu na swoje doświadczenia uważam, że zachowanie bohaterów jest bardziej realistyczne, niż chciałabym to przyznać – i w jej, i w jego przypadku. Co więcej, sytuacja zostaje rozwiązana (trochę dalej) w moim zdaniem dojrzały sposób, bo oni się uczą na błędach. I faktycznie zmieniają postępowanie względem siebie. Midori przecież nie dawała się bez końca wykorzystywać w imię miłości i udawać, że wszystko jest w porządku, prawda? A Akira w końcu zrozumiał, jak bardzo nie w porządku jest jego zachowanie. Nie chciałam się nad tym rozwlekać w recenzji, żeby nie zaspoilerować ludziom fabuły, ale właśnie to mi się w tej mandze podobało. Nigdy nie napisałam też, że romans jest idealny :)

    A jeśli chodzi o bohaterkę, to cóż, już kwestia gustu. Ja lubię takie emocjonalne bohaterki, moim zdaniem nigdy nie płakała bezsensu i bez powodu. I moim zdaniem jej zachowanie było naturalne, niewymuszone.
  • Avatar
    Yumi 14.08.2014 00:14
    Komentarz do recenzji "Kuragehime"
    Mam nadzieję, że tak się nie stanie… Z tej mangi niestety zrobiło się okropne kuriozum, aż przestałam czytać :/
  • Avatar
    Yumi 26.06.2014 17:56
    Re: Komentarz do usunięcia
    Komentarz do recenzji "GE-Good Ending"
    Dziękuję za zwrócenie uwagi, poprawione :)
  • Avatar
    Yumi 2.06.2014 13:14
    Re: Tłumacz
    Komentarz do recenzji "Vampire Princess Miyu"
    Dziękujemy za zwrócenie uwagi, poprawione :)
  • Avatar
    Yumi 23.03.2014 18:02
    Re: Będzie w Polsce
    Komentarz do recenzji "Przekleństwo siedemnastej wiosny"
    Przecież Pazuzu napisała, że „pada teza”. W czasie przeszłym dokonanym brzmiałoby to: „upadła teza”. Jaśniej? :)
  • Avatar
    Yumi 17.08.2013 23:11
    Komentarz do recenzji "Służąca Przewodnicząca"
    A czy pokojowka to nie jest wlasnie rodzaj sluzacej? Dla mnie to po prostu precyzyjniejsze okreslenie, a brzmi lepiej, bo sluzaca wywoluje bardziej negatywne skojarzenia.
  • Avatar
    Yumi 22.07.2013 14:48
    Komentarz do recenzji "Mój drogi bracie..."
    Wielka szkoda, moim zdaniem tamte miały w sobie więcej klasy i elegancji… Te wydają się pstrokate i bez polotu.
  • Avatar
    Yumi 9.12.2012 22:29
    Re: szybkie zapytanie o shounen-ai
    Komentarz do recenzji "No Words Needed"
    Powiem tak – wszystko zależy od tego, jakie przyjmiemy definicje, bo przecież nie ma jasnego rozgraniczenia na yaoi i shounen­‑ai. Ja to traktuję tak: bohaterowie są ze sobą w związku i jasno zasugerowane jest, że sypiają ze sobą. Widać też wyraźnie, że to jest poważniejszy, dojrzalszy związek, mieszkają ze sobą i żyją razem na co dzień -> dla mnie rozróżnikiem jest nie tyle obecność lub brak scen seksu, ale też to, w jaki sposób romans jest ukazany, czy to codzienność istniejącej już pary, czy może dopiero podchody, zauroczenie, pierwsze kroki. Mniej więcej na takiej zasadzie, jak w przypadku podziału na shoujo i josei. Jeśli chodzi o trzeci rozdział, to tam do czynienia mamy nie tyle z romansem, co tym rodzajem bliskiej zażyłości między bohaterami, niejasnym, bez jasnego zaznaczenia, czy ta relacja ma charakter romantyczny. Najlepiej pasuje właśnie użyte przeze mnie określenie, „delikatne shounen­‑ai" :)
  • Avatar
    Yumi 18.08.2012 13:39
    Komentarz do recenzji "Carciphona"
    Naprawdę? Roi się w niej od błędów ortograficznych, tekst jest tragicznie powstawiany w dymki, interpunkcja to w ogóle abstrakcja, przed przecinkami brakuje spacji (to kole w oczy, naprawdę…), a przekład też do wybitnych nie należy (rysowanie mangi przez Poniatowskiego…). Nie bronię Carciphony, bo jej nie czytałam i nie miałam wydania w ręku, ale trzymajmy się faktów. Tamten poziom to coś, co było i raczej już nie wróci, na szczęście.
  • Avatar
    Yumi 1.06.2012 20:21
    Re: Manga fajna, ale...
    Komentarz do recenzji "Wampirzyca Karin"
    Są kolorowe strony i za to plus,ale na tych stronach nie zostały przetłumaczone niektóre zdania. Są po angielsku.

    Pewnie dlatego, że były w języku angielskim już oryginalnie, więc pozostawiono je tak, zgodnie z zamierzeniem autorki. Bardzo słusznie moim zdaniem.
  • Avatar
    M
    Yumi 31.05.2012 22:46
    Głupie i nieciekawe.
    Komentarz do recenzji "Touka"
    Jak wyżej – historia sprawia wrażenie przeniesienia na papier pierwotnej, nieuporządkowanej wizji autora bez zbędnego zastanawiania się. Na początku nie wiadomo, co kto, jak, dlaczego i po co – chaos istny nie do ogarnięcia. Na koniec sprawy się wyjaśniają, ale wtedy jest tylko gorzej i bardziej bezsensownie. Puenta mnie zwyczajnie zniesmaczyła. Okładka mi się spodobała i dlatego postanowiłam sięgnąć po mangę, ale wybór chybiony o tyle, że nawet kreska niczym nie zachwyca, a wręcz przeciwnie. Nasuwa się tylko pytanie: ani to mądre, ani ciekawe i nawet nie stara się takie być, więc po kie licho tworzyć potworka? Bezsensowna robota.
  • Avatar
    Yumi 20.04.2012 17:03
    Re: Nie za szybko z tą recenzją?
    Komentarz do recenzji "Dengeki Daisy"
    Cóż, chociażby fakt, że gdzieś od początku 2010 roku manga nie schodzi z najpopularniejszych ogryzków, wskazuje na to, że ludzie oczekują recenzji. A skoro mangę akurat czytam i należy do moich ulubionych, czemu tekstu nie napisać? Wydano już dziesięć tomików i chociaż recenzję pisałam na podstawie ośmiu, zdania zawartego w tekście nie zmieniłam. I mam ogromną nadzieję, że nie zmienię aż do końca Dengeki Daisy, ale jeśli autorka skopie zakończenie i zmarnuje wszystko, na co składa się wyjątkowość tej mangi, z całą pewnością poprawię recenzję. Dzięki bogom, nie wygląda, żeby się na to zanosiło…
  • Yumi 4.04.2012 19:59:32 - komentarz usunięto
  • Avatar
    Yumi 30.03.2012 17:42
    Re: No nieźle! :D
    Komentarz do recenzji "12 Ji no Kane ga Naru"
    Nie zamierzam się tłumaczyć, ale jedna rzecz: jeśli coś jest krótkie, to znaczy, że nie może zasłużyć na maksymalną ocenę? Idąc tym tropem, nie ma oneshota ani opowiadania, któremu można wystawić najlepszą ocenę tylko przez sam fakt, ze jest to krótka forma. Oczywiście jest sporo osób, które tak właśnie uważają, i ja to szanuję, ale sama nie lubię takich ograniczeń :)
  • Avatar
    Yumi 12.01.2012 20:35
    Komentarz do recenzji "Axis Powers Hetalia"
    Obawiam się, że jedynym miejscem, w którym ewentualnie można by zakupić Hetalię, jest jeden z empików. Widziałam tam pierwsze tomiki mangi przed świętami na pewno, ale nie wiem, czy wciąż leżą na półkach. Niestety, Bydgoszcz nie ma swojego sklepu komiksowego… :/
  • Avatar
    Yumi 11.10.2011 17:50
    Komentarz do recenzji "Dengeki Daisy"
    Co do kwestii płci – faktycznie o całej sprawie z podpisywaniem autografów dowiedziałam się PO napisaniu recenzji (tak, od przysłania tekstu do redakcji do opublikowania go na stronie mija trochę czasu…) i zapomniałam ten fragment poprawić, ale zaraz to nadrobię :)

    Jeśli chodzi o maile – zdaje się, że w Japonii w ogóle wysyłanie wiadomości tekstowych przez telefon wygląda nieco inaczej niż u nas, ale jakoś nie czuję się zobowiązana tych kwestii zgłębiać, bo zarówno dla treści mangi, jak i recenzji ma to naprawdę znikome znaczenie. Mail, SMS – idea ta sama, a w tym przypadku polski czytelnik zrozumie, że chodzi o kontakt telefoniczny; mail nadal kojarzy się z komputerami.

    Poza tym „Co tak naprawdę chciał osiągnąć Kurosaki, całkowicie rozmyślnie wiążąc jej los ze swoim, a jednocześnie nie zdradzając swojej tożsamości?” jest zupełnie dziwnym zdaniem. To nie Kurosaki sobie związał los z Teru, tylko Souchirou ich związał razem…

    Nie chodzi mi tutaj o opiekę nad Teru! Chodzi mi o robienie z niej swojego pomocnika i w ogóle ujawnienie się jej jako Kurosaki – on przecież dokładnie wiedział, kto zbił szybę i wiedział, że Teru się przyzna. Do tamtego momentu ona nie miała pojęcia o jego istnieniu, a po tym co zrobił, nie tylko poznała Kurosakiego, ale jeszcze mimowolnie została skazana na jego towarzystwo.
    Zresztą wydaje mi się, że akurat osoba obeznana z mangą tym bardziej powinna tą część recenzji zrozumieć…
  • Avatar
    R
    Yumi 24.09.2011 15:21
    Wkradł się błąd...
    Komentarz do recenzji "Saga Winlandzka"
    Bardzo dobrze i ciekawie napisana recenzja, zwłaszcza pierwszy akapit mnie urzekł. Może przez małe skojarzenie z książkami Mercedes Lackey, a może dlatego, że zwyczajnie podoba mi się i przemawia do mnie taka forma. Tak czy inaczej, na pewno sobie tę mangę zapamiętam i prawdopodobnie kiedyś po nią sięgnę.

    I taka mała uwaga z mojej strony:
    Pokazane jest, że wikingowie, choć zdawali się rodzić i umierać w bitwie, tworzyli ciekawe i barwne społeczeństwo, w wieli aspektach bardzo odległe od powszechnych wyobrażeń na ich temat.

    To tylko drobna literówka, niemniej warto byłoby ją poprawić :)
  • Avatar
    M
    Yumi 1.09.2011 09:41
    Wymysł chorego umysłu...
    Komentarz do recenzji "Akuma na Eros"
    Chciałabym pogratulować blue napisania recenzji, która idealnie obrazuje czym jest owe „dzieło”. W zasadzie wystarczyłoby powiedzieć, że podpisuję się pod nią wszystkimi kończynami, ale… Jak już piszę komentarz, nie odmówię sobie dodania czegoś od siebie :)

    Że ta manga jest głupia, można było się spodziewać od początku. Wystarczy rzut oka na nazwisko autorki, ewentualnie okładkę – wszystko jasne. A co się dzieje, gdy zaryzykujemy nura w głąb treści? Cóż, nawet się porządnie nie zmoczymy, większość kałuż jest głębsza niż Akuma no Eros. Ale po kolei.

    Pierwsze, co mi się z pazurami rzuciło na oczy i boleśnie je poraniło? Kreska. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś narysowanego w tak brzydki sposób. Brak teł jeszcze w shoujo można wybaczyć, w końcu najczęściej rekompensowany jest co najmniej ładnymi projektami postaci, ale tu? Postacie są nieproporcjonalne i nieforemne, mają wielkie łopaty miast rąk i straszą, mówiąc wprost, gębami. To mieli być bishouneni? Czyścić buty mogliby męskim bohaterom Yamato Nadeshiko Shichi Henge, a tam to była tylko parodia przystojniaków i ich wygląd miał jakieś uzasadnienie, zaś tu traktowany jest śmiertelnie poważnie. Projekty postaci żeńskich mają się trochę lepiej, co nie zmienia faktu, że Miu jest zwyczajnie brzydka. Nie dziecinna, nie urocza, w najlepszym razie pospolita – chociaż właściwie jej wygląd zmienia się niemal z kadru na kadr, więc ciężko powiedzieć. Ładną mogłabym ewentualnie nazwać pewną diablicę pojawiającą się w połowie serii, ale… cały czar pryska, gdy mangaczka rysuje ją z profilu. Wszystkie postacie rysowane z profilu wyglądają jeszcze gorzej niż od frontu, a to samo w sobie stanowi pewne osiągnięcie… Kreska w pełni zasługuje na ocenę 1/10 – zdanie zmienię dopiero, gdy zobaczę coś narysowanego gorzej, a mam ogromną nadzieję, że nie będzie mi to dane.

    W skrócie o fabule i postaciach. Fabuły nie ma, jest co najwyżej „fabuła”, która przez pierwsze dwa tomy jeszcze udaje, że dzieje się coś ciekawego (zawiązanie akcji, walka o serce Miu, blabla, a to wszystko tak schematyczne i żałosne, że aż żal kopać leżącego) oraz serwuje nam niespodzianki w stylu… Michała Anioła we własnej osobie! (co skutkuje przynajmniej jakąkolwiek reakcją czytelnika – na przykład spadnięciem z krzesła wywołanym niespodziewanym wzrostem poziomu głupoty). Później „fabułę” podsumować można w jeden tylko sposób: seks, czy raczej gwałt. Wszystko się do niego sprowadza i wokół niego kręci, nie za bardzo jest o czym pisać. Z kolei postacie… że Miu jest głupia, a… ekhem, Pan Szatan to podły gwałciciel i sadysta, to także było oczywiste od początku. Więc co boli najbardziej? Brak choćby tej minimalnej głębi psychologicznej, którą to dawkę zawiera większość oneshotów. Praktycznie każda postać robi to a to tylko dlatego, że tak się podoba ałtorce (która nie zasłużyła na nazywaniem siebie mianem „autorki”). Najbardziej rzucający się w oczy przykład? Miu zmienia obiekt westchnień. No ale skąd czytelnik to wie? No bo Miu to powiedziała/pomyślała. Względem obu panów zachowuje się dokładnie w ten sam sposób co wcześniej, więc równie dobrze mogłaby kłamać.

    Czy lektura Akuma no Eros nauczyła mnie czegokolwiek? (Poza przekonaniem się na własnej skórze, że głupota najróżniejsze formy przybiera – narysować i wydać coś takiego to jedno, ale fakt, że to się sprzedaje [wszak ałtorka wydała i nadal wydaje sporo tytułów] to zupełnie inna sprawa…) A no tak: raz na zawsze przekonała mnie, żeby mang Mayu Shinjo jak i mangaczek w jakikolwiek sposób z nią związanych nigdy więcej nie tykać. Już się przekonałam, że coś tak beznadziejnego naprawdę istniej, bardzo dziękuję, wystarczy. Ostatecznie jest tyle ciekawszych rzeczy do czytania!
  • Avatar
    R
    Yumi 11.08.2011 10:27
    Mała uwaga...
    Komentarz do recenzji "Pamiętnik kociłapki"
    Może się czepiam, ale…
    Mangę rozpoczynają dwie kolorowe strony przedstawiające paskudne zdjęcie Chiko na jeszcze brzydszym tle, oraz wyjątkowo estetyczny spis treści.

    Nigdy nie stawia się przecinka przed „oraz”... Poprawcie to, bo aż wstyd xD