Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Vampire Knight

Tom 9
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2011
ISBN oryginału: 978-1-42153172-4
Liczba stron: 192
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Poprzedni tomik sporo wyjaśnił, ale i namotał. Kaname Kuran, który najpierw okazał się braciszkiem Yuki, kilka stron później nazywa siebie wskrzeszonym przez Rido „pierwszym z Kuranów”. Jeśli jednak czytelnik spodziewa się jakichś dalszych wyjaśnień w kwestii tych wątków w tomie dziewiątym, czeka go rozczarowanie. Co w takim razie znajdzie w środku? Yuki próbuje odnaleźć się w roli wampirzej księżniczki – nowe życie będzie wymagało wielu poświęceń; rozstanie z Yori jest jednym z pierwszych, ale na pewno nie ostatnim przykrym doświadczeniem. Rido odrodził się całkowicie, co oznacza, że opuścił wreszcie ciało Shikiego, który powoli wraca do siebie. Ponieważ nasz Główny Zły nie należy raczej do wampirów­‑wegetarian, w trosce o bezpieczeństwo ludzkich uczniów Zespołu Szkół KUROSU, wszystkie zajęcia zostają zawieszone, a tymże uczniom nie wolno wychodzić z internatów. Mają się pakować i w każdej chwili być gotowi na powrót do domu, zaś uczniowie klas nocnych stają na straży ich bezpieczeństwa. Ale to dopiero połowa kłopotów, z jakimi muszą uporać się nasi bohaterowie. Stowarzyszenie Łowców uznało klasy nocne za „źródło chaosu” i postanowiło je usunąć. Nie wiadomo, co tak naprawdę kieruje potężną organizacją, ale pewne jest, że łatwo celu nie osiągnie – w obronie wampirów (oprócz nich samych rzecz jasna) stają bowiem dyrektor Kurosu i Toga. Tak, „dyrcio” ujawnia wreszcie poważniejszą stronę swojej natury.

Jednak bohaterem, który tym razem wysuwa się na pierwszy plan, jest traktowany na przestrzeni ostatnich tomików marginalnie Zero. A ściślej mówiąc – Zero i Ichiru. Wątek dotyczący tych dwóch panów został wreszcie raz a porządnie rozwinięty, rozwiewając wszelkie wątpliwości z rodzaju „ale o co w końcu temu Ichiru chodzi?!”. W ostatecznym rozrachunku strony im poświęcone okazują się zaskakująco udane i stanowią chyba najciekawszą część tomiku. Drugim bardzo ważnym wątkiem jest, jakżeby inaczej, walka z Tym Złym. Tutaj obejdzie się już raczej bez zaskoczenia i specjalnej rewolucji, choć zakończenie skłania do zadania pytania „No i co też autorka dalej wymyśli?”. Pozwolę sobie jednak na małą dygresję: rzeczona walka, choć nie poraża ani oryginalnością, ani w ogóle niczym, została potraktowana o wiele poważniej niż to miało miejsce w serii anime – dopiero teraz widać, jak bardzo sobie twórcy serialu sprawę pokpili. A co z głową rodu Kuran? Występuje ledwie na paru stronach… Może dlatego jakość historii trochę skoczyła w górę? Nie wiem, czy jestem uprzedzona, czy rzeczywiście coś jest na rzeczy, ale mam wrażenie, że ta postać wybitnie mandze nie służy. Wątki związane z Kaname wydają mi się najsłabsze, najgorzej poprowadzone i pełne tej mrocznej powagi, która sprawia, że zamiast przejmować się losami bohaterów, mam ochotę wrzasnąć na nich: wyluzujcie trochę, uśmiech wam nie zaszkodzi! Albo zanucić Don’t worry, be happy! tudzież inny przebój w tym guście, a to niedobrze, wszak mowa o głównym bohaterze… Swoją drogą, Matsuri Hino bardzo poważnie wstrząsnęła całą stworzoną przez siebie rzeczywistością, burząc system współpracy ludzi (w szczególności łowców) z wampirami, skrzętnie budowany przez ileśtam lat. Ciekawe, jak i czy w ogóle autorka poradzi sobie z tym wątkiem w dalszych tomach.

Słów kilka o polskim wydaniu: jak zwykle mamy do czynienia z dobrej jakości drukiem na białym papierze. Strony dość często sprawiają wrażenie przyciętych za mocno u dołu, niekiedy naruszono nawet dymki. Tak jak dotychczas, numeracja stron w zasadzie nie występuje, bodajże siedem zagubionych numerków to zdecydowanie za mało, żeby zasłużyć na to miano. Ładnie i estetycznie zaprojektowaną obwolutę zdobi dosyć… ciekawy obrazek (jak się człowiek dobrze przyjrzy, zaczyna się zastanawiać, jakie były intencje autorki… która do okładek jakoś wybitnie szczęścia nie ma). No ale nie czepiajmy się szczegółów, jak nie zwracać na nie uwagi, okładka wygląda bardzo ładnie. Rzecz najważniejsza, czyli tłumaczenie, ma się całkiem nieźle, co bardzo mnie cieszy – tomik czyta się bez większych zgrzytów, chociaż pojedyncze wpadki interpunkcyjne się zdarzają. Nie jest to jednak rzecz, która znacząco wpływa na komfort lektury. Na ostatnich stronach Waneko zamieściło fanarty nadesłane przez czytelników oraz reklamę Komikslandii.

Yumi, 6 października 2011
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 1.2010
2 Tom 2 Waneko 4.2010
3 Tom 3 Waneko 9.2010
4 Tom 4 Waneko 10.2010
5 Tom 5 Waneko 1.2011
6 Tom 6 Waneko 3.2011
7 Tom 7 Waneko 5.2011
8 Tom 8 Waneko 7.2011
9 Tom 9 Waneko 9.2011
10 Tom 10 Waneko 11.2011
11 Tom 11 Waneko 1.2012
12 Tom 12 Waneko 3.2012
13 Tom 13 Waneko 5.2012
14 Tom 14 Waneko 7.2012
15 Tom 15 Waneko 9.2012
16 Tom 16 Waneko 11.2012
17 Tom 17 Waneko 3.2013
18 Tom 18 Waneko 8.2013
19 Tom 19 Waneko 2.2014