Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Vampire Knight

Tom 10
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62866-30-4
Liczba stron: 188
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Yuki i Zero wspólnymi siłami pokonali Rido, ale to bynajmniej nie koniec ich problemów. Wszak Yuki okazała się wampirzycą – jedną z istot, które Kiryuu darzy szczerą nienawiścią. Tak więc nasz bohater podnosi Krwawą Różę, mierzy nią w dziewczynę, napięcie rośnie i… No właśnie nic, cały rozdział autorka poświęciła bowiem na Rozmyślania Zero Kiryuu. Czytelnik zamiast dowiedzieć się, co dalej, zostaje uraczony kolejną porcją Wspomnień z Dzieciństwa™ dwójki wyżej wymienionych bohaterów. Ostatecznie w całą sprawę i rozmowę, w której mają wyjaśnić sobie wszystko, i tak musiał wmieszać się Kaname. W tym samym czasie Kain Kurosu walczy ze Stowarzyszeniem Łowców, a raczej z samą przewodniczącą tej potężnej organizacji. Na jaw wychodzą nowe interesujące fakty z przeszłości dyrektora, które (na razie co prawda dość niejasno) ukazują motywy, jakimi kierował się on, zakładając zespół szkół KUROSU. Okazuje się, że życie naszej głównej bohaterki było planowane bardzo starannie lata przed tragedią, która dotknęła ród Kaname. W dziesiątym tomiku na krótką chwilę pojawia się także Maria Kurenai – czyżby miała okazać się kimś więcej niż postacią epizodyczną? Cóż, przekonamy się w dalszych częściach, choć nie ukrywam, że taki obrót spraw byłby miłym zaskoczeniem.

W dziesiątym tomiku fabularnie dominuje postać Zero, głównie za sprawą rozdziałów czterdziestego czwartego i czterdziestego szóstego, w całości poświęconych jego przeżyciom i przemyśleniom. Oznacza to zepchnięcie na dalszy plan Kaname i Yuki, choć ta druga siłą rzeczy ma większy udział właśnie za sprawą Kiryuu. Ogólnie rzecz biorąc, o fabule w tym tomiku nie da się napisać wiele przy jednoczesnym unikaniu spoilerów – a to z powodu poruszenia wielu wątków. Przyczyna jest oczywista i jak najbardziej zrozumiała: akcja opuszcza mury szkoły, a pewne sprawy muszą zostać domknięte.

Jednocześnie rozpoczyna się kilka nowych wątków, stąd mały chaos i bardzo częste przeskakiwanie z miejsca na miejsce. I tutaj ujawnia się jedna z poważniejszych wad Vampire Knight – kreska. Nie przeczę, że jest przyjemna dla oka, a technicznie nie wybija się ani nie spada poniżej średniej shoujo (co oznacza, że dynamiczne sceny walki wyglądają cokolwiek chaotycznie, a błędy w proporcjach się zdarzają – acz widać, że Matsuri Hino cały czas rozwija swój warsztat), ale zasadniczy problem (także typowy dla gatunku!) stanowią postaci: choć ładne, wszystkie rysowane są z tego samego szablonu. Wyróżnikiem bywają w takich przypadkach fryzury, ale w czarno­‑białej mandze i one stają się czasem nazbyt do siebie podobne. W momencie, kiedy autorka skacze od sceny do sceny, rozpoznanie bohaterów (których przecież w Vampire Knight nie brakuje – i niestety zdecydowana większość ma jasne włosy) może sprawiać poważne kłopoty. A jeśli scena zajmuje tylko trzy strony, bohater leży w niej nieprzytomny i twarzą do ziemi, a jego imię nie pada ani razu… Cóż, wtedy pozostaje dochodzenie prawdy poprzez wnikliwą analizę zawartości całego tomiku („No tak, to nie może być on, bo on za parę stron jest w zupełnie innym miejscu i robi co innego…”), koloru płaszcza i strony tytułowej rozdziału. Aczkolwiek odkrycie, iż „tym zemdlonym chłoptasiem” jest Ichijou Takuma, przynosi sporo satysfakcji! Ostatni rozdział zamieszczony w tym tomiku może być odrobinę zaskakujący – akcja przeskakuje bowiem o kilka dni i skupia się na części klasy nocnej, bohaterach drugoplanowych. Z tego też powodu pozostaje kilka niejasności, które zapewne będą wyjaśnione w części kolejnej. Wspomniany rozdział wysuwa na bliższy plan dotąd marginalizowanego Kaina Akatsukiego oraz, w mniejszym stopniu, Rukę. Po raz kolejny cofamy się do Czasów Dzieciństwa™, tym razem pokazanych z nieco innej perspektywy. Akurat tutaj jest to zabieg udany, bo przybliżający sylwetkę jednego z bohaterów od nieznanej dotąd strony. Zauważyłam jednak, że Matsuri Hino zdecydowanie za bardzo lubi retrospekcje – naprawdę, jeśli jeszcze raz pokaże, jak bardzo w dzieciństwie Yuki troszczyła się o Zero i jak to tworzyła się ich więź, tak jak zrobiła to w pierwszym rozdziale tego tomiku to… Nie ręczę za siebie.

W ostatnich tomikach dodatków prawie nie było, tym razem jednak zostaje to wynagrodzone z nawiązką. Jest więc sympatyczny rozdział bonusowy Dama opowiada o miłości, poświęcony Juri i Haruce Kuran, są i dwie części Żłobka dyrcia, traktujące o blaskach i cieniach rodzicielstwa, ukazanych oczywiście na wesoło. Powraca również rubryczka Wstęp wzbroniony dla zbroczonych! i to w wersji rozbudowanej – autorka zamieściła w niej krótkie historyjki mangowe dodawane do dram CD wydawanych w latach 2005­‑2009. Na samym końcu tomiku (jeśli nie liczyć reklamy Komikslandii) znajdują się przemyślenia Matsuri Hino dotyczące openingów i endingów ekranizacji mangi. Autorka bardzo chwali te utwory – i tutaj zgadzam się z nią w całej rozciągłości, bo zarówno zespół ON/OFF (Futatsu no kodo to akai tsumi i Rinne­‑rondo), jak i Kanon Wakeshima (Still Doll, Suna no Oshiro) doskonale wpasowują się w klimat świata Vampire Knight i są po prostu bardzo dobre. Podobnie jak cała ścieżka dźwiękowa, której polecam słuchać w trakcie lektury mangi – pomaga wczuć się akcję i świat przedstawiony, odwraca też uwagę od ewentualnych idiotyzmów wyskakujących od czasu do czasu.

Wydanie prezentuje poziom, do którego Waneko zdążyło przyzwyczaić czytelników tego tytułu. Składa się na nie wyraźny druk na białym papierze, błyszcząca obwoluta z ładnym obrazkiem zarówno na pierwszej, jak i drugiej stronie (że nieadekwatnym, to nieco inna rzecz: w tomiku dziesiątym Yori wystąpiła aż na jednym kadrze – pożegnanie z Yuki miało miejsce w poprzednim – zaś Rima ani razu) i aż jedna ponumerowana strona. Natomiast tłumaczenie weszło na poziom dobry – poszczególne kwestie brzmią coraz naturalniej, a w oczy rzuciły mi się jedynie jakieś pojedyncze rodzynki interpunkcyjne i w którymś momencie pisownia rozłączna „nie” z przymiotnikiem. Czyli drobne błędy, które zawsze zdarzyć się mogą. Za to lekki uśmiech zażenowania budzą niezmienione od pierwszego tomiku podstawowe błędy interpunkcyjne na prawym skrzydełku obwoluty oraz napisany typowo „po polskiemu” opis fabuły na lewym.

Vampire Knight to typowe babskie czytadło, które przy odpowiednim nastroju (sama kilkakrotnie odkładałam z niechęcią lekturę po przejrzeniu paru kartek, nim zabrałam się za ten tomik) potrafi mile zapełnić czas. Ma fabułę, która potrafi zainteresować i z rzadka zaskoczyć (nawet jeśli bywa naiwna), ma bishounenów w mrocznej otoczce, ma niezłe polskie wydanie – docelowa grupa czytelniczek powinna być usatysfakcjonowana. Panie nieco dojrzalsze mogą potraktować tę mangę jako zapełniacz jesiennych/zimowych wieczorów z cyklu: „przeczytać i pooglądać całkiem ładne obrazki – ewentualnie chwilę pomyśleć nad losami bohaterów – odłożyć na półkę – zapomnieć (do następnego tomu)”. Panowie niech się raczej trzymają z daleka.

Yumi, 9 grudnia 2011
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 1.2010
2 Tom 2 Waneko 4.2010
3 Tom 3 Waneko 9.2010
4 Tom 4 Waneko 10.2010
5 Tom 5 Waneko 1.2011
6 Tom 6 Waneko 3.2011
7 Tom 7 Waneko 5.2011
8 Tom 8 Waneko 7.2011
9 Tom 9 Waneko 9.2011
10 Tom 10 Waneko 11.2011
11 Tom 11 Waneko 1.2012
12 Tom 12 Waneko 3.2012
13 Tom 13 Waneko 5.2012
14 Tom 14 Waneko 7.2012
15 Tom 15 Waneko 9.2012
16 Tom 16 Waneko 11.2012
17 Tom 17 Waneko 3.2013
18 Tom 18 Waneko 8.2013
19 Tom 19 Waneko 2.2014