Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 6/10 kreska: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 19
Średnia: 7,21
σ=1,67

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Było ich jedenaścioro

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1975
Liczba tomów: 1
Wydanie polskie: 2014
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • 11人いる!
  • Juuichinin Iru!

Kosmos, izolacja, pajęczyna nieufności i widmo zagrożenia. Dowód na to, że w gatunku shoujo tkwi o wiele większy potencjał, niż można przypuszczać.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: ukloim

Recenzja / Opis

Jeśli chodzi o stosunek do bardziej wiekowych mang, daje się w Polsce wyróżnić dwie grupy fanów. Jedna (mniej liczna) cieszy się z powodu wydania każdej z nich, dowodząc, że tytuły te przedstawiają zwykle większą wartość literacką i artystyczną niż współczesny mainstream. Druga (wyraźnie liczniejsza) omija takie pozycje szerokim łukiem, narzekając, że są one rysowane mało współczesną i niezbyt atrakcyjną kreską. Czego by nie mówić, każda z grup ma trochę racji. Było ich jedenaścioro Moto Hagio jest na to dobrym przykładem.

Z pewnością można przyznać, że jest to komiks nieszablonowy. Był nim w chwili wydania, a i dziś trudno wskazać na rynku pozycje mu podobne. Połączenie shoujo i science­‑fiction to wciąż coś równie rzadkiego, jak powszechna zgoda w polskim parlamencie. Moto Hagio, która wcześniej była pionierką gatunku yaoi, tutaj przekroczyła kolejną barierę, pokazując, że stylistyka shoujo absolutnie nie musi się gryźć z „kosmicznymi” klimatami, uważanymi za domenę bardziej męskich pozycji. A zrobiła to w taki sposób, że Było ich jedenaścioro do dziś, mimo niemal trzydziestu lat na karku, uchodzi za jedno z najważniejszych dzieł, jeśli chodzi o mangi science­‑fiction.

Początek może przywodzić na myśl raczej thriller czy nawet historię grozy – grupa uczniów akademii kosmicznej rozpoczyna egzamin. Zostają wysłani na dryfujący w przestrzeni statek, gdzie muszą przeżyć pięćdziesiąt trzy dni, stawiając czoła różnym niebezpieczeństwom. Jednak gdy trafiają na jego pokład, z wyraźnym zaskoczeniem stwierdzają, że jest ich nie dziesięcioro, ale jedenaścioro. Konflikty i podejrzenia narastają momentalnie, a ich czasowe uspokojenie przynosi dopiero kolejny kryzys. Statek, na którym się znaleźli, to tykająca bomba, a każdy dzień może przynieść kolejne niebezpieczeństwa, którym mogą stawić czoła jedynie dzięki współpracy.

Założenie fabularne zapowiada pełną akcji i emocji powieść o próbie przeżycia i zdemaskowania „jedenastego”. Bardzo szybko bohaterowie dzielą się na grupy, w ramach których ufają sobie, jednak już poza nimi – nie bardzo. Przyczyny skłaniające ich ku temu są różne – od względów rasowo­‑sąsiedzkich po emocjonalne. Autorka bardzo dobrze pokazała, jak cała grupa potrafi siedzieć i w spokoju dzielić się historiami ze swoich ojczystych światów, by chwilę potem dać się podzielić z powodu własnej nieufności. To jeden z najmocniejszych elementów tego komiksu. Niestety, tu także ujawnia się jego największy problem.

Chodzi mi konkretnie o bohaterów. Jest ich zgodnie z tytułem jedenaścioro, zaś manga liczy zaledwie sto dwadzieścia stron, czyli nie należy do szczególnie długich. Niemożliwością jest pełne przedstawienie takiego grona bohaterów w pozycji tak krótkiej. Może, gdyby Było ich jedenaścioro miało kilka tomów, każda z postaci miałaby dość miejsca na wyłożenie swoich racji i motywów. Tymczasem szansę na to dostaje jedynie niecała połowa obsady. Centralną postacią jest Ziemianin Tadatos Lane, obdarzony nadludzką intuicją. Obok niego na postać niewiele mniej istotną wyrasta Frol, chłopak o mocno kobiecej aparycji, pochodzący z królewskiej rodziny Bacesca. To z kolei urodzony przywódca, obdarzony charyzmą, ale także przekonany o własnej nieomylności. Pochodzący z sąsiedniej planety Soldam traktuje go jednak jak „swojego”. Postawny i zawsze chętny do pomocy Ganigas wydaje się poczciwą osobą, ale skrywa pewną tajemnicę. Wyróżniający się wyglądem Vidmenir jest pierwszym ze swojej rasy, którego dopuszczono do egzaminów.

I to wszystko. Pozostali bohaterowi siłą rzeczy zmuszeni są pełnić rolę tła, sporadycznie tylko coś mówiąc lub robiąc. Trudno się oprzeć wrażeniu, że autorka zbyt szybko zakończyła całą historię, spiesząc się z nią pod koniec. Z pięćdziesięciu trzech dni spędzonych na pokładzie statku tylko część obserwujemy dokładnie, reszta ogranicza się do odliczanych cyfr. Co więcej, fabułą rozgrywa się kilkutorowo. Z jednej strony mamy oplatającą bohaterów sieć podejrzeń, z drugiej – powracające wspomnienia Tadatosa, który wyraźnie zbyt dobrze zna ten statek, wreszcie – kolejne zagrożenia życia, jakie czają na każdym kroku. Znowu pojawia się ten sam problem, co w przypadku bohaterów – długość (a raczej – krótkość) mangi zmusza autorkę do zdecydowanie za szybkiego rozwiązywania poszczególnych wątków.

Nie oznacza to oczywiście, że mamy do czynienia z opowieścią słabą. Było ich jedenaścioro do dziś może pod pewnymi względami robić wrażenie. Autorka zadbała o odpowiednie tło historyczne dla swojego wszechświata, przedstawiając je z pieczołowitością, jaka pojawia się zwykle w „męskich” opowieściach tego typu. Można odnieść wrażenie, że budując to uniwersum myślała o czymś więcej niż tylko o jednej historii w nim osadzonej. Jednocześnie Było ich jedenaścioro pozostaje nadal historią z nurtu shoujo. Autorka unika kwestii związanych z technologią, raczej pomija sprawy polityczne, za to wprowadza nieco kontrowersyjny wątek romantyczny. Jest on niewątpliwie ciekawy i nawet na swój sposób nowatorski, jednak sam sposób jego kreacji jest nieco naiwny i chwilami można odnieść wrażenie, iż powstał głównie po to, aby manga bardziej podobała się czytelniczkom.

No i kreska… Moto Hagio nie miała raczej ambicji artystycznych, jeśli chodzi o rysunek, Było ich jedenaścioro mieści się zatem w przyzwoitej normie swojej epoki. Sam sposób rysowania postaci świadczy niejako o ich roli fabularnej – ci, którzy są ważni, zostali przedstawieniu poważniej, zaś ci mniej istotni – śmiesznie, niekiedy wręcz groteskowo. Nie ma w tym komiksie dużych, rysowanych na całej planszy ujęć. Z drugiej strony warto zerknąć na tła. O ile w mangach shoujo do dziś zwykle dominuje w nich nieskazitelna, niczym stroje członków Ku­‑Klux­‑Klanu biel, u Moto Hagio są one wypełnione. I to nie kwiatkami czy rastrami, ale rysunkami. Wnętrza statku zostały przedstawione dokładnie, a ta dbałość o drugi i trzeci plan robi niewątpliwe wrażenie.

Jak zaznaczyłem kilka razy, ten komiks z powodzeniem mógłby być ze dwa­‑trzy razy dłuższy. Jest to efektowna i pomysłowa historia, jednak nazbyt skondensowana. Doczekała się ona sequela pt. Horyzont na wschodzie, wieczność na zachodzie, wydanego u nas wraz z nią w jednym tomie, jednak ze względu na znaczne różnice między nimi, zarówno w objętości (sequel jest mniej więcej o jedną trzecią dłuższy), jak i w treści (tym razem historia skupia na wątku politycznym i dotyczy mniejszego grona postaci), postanowiłem, że poświęcę mu osobną recenzję. Było ich jedenaścioro to zabytek, pokazujący ciekawsze i nieco już zapomniane niestety oblicze gatunku shoujo. Nadal uważam, iż szkoda, że niewiele rysowniczek odważyło się pójść wytyczoną przez Moto Hagio drogą. O wiele chętniej robili to rysownicy, co widać choćby w wydanym niegdyś w Polsce Locke’em Superczłowieku, jednak zbyt często brakowało tam charakterystycznej „kobiecej ręki”.

Grisznak, 12 marca 2014

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Wydawca polski: J.P.Fantastica
Autor: Moto Hagio
Tłumacz: Paweł Dybała

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 1.2014

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Zakup mangę Było ich Jedenaścioro w sklepie Komikslandia Oficjalny pl