Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 kreska: 9/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 3
Średnia: 6,67
σ=1,25

Wylosuj ponownieTop 10

H.P. Lovecraft: Nawiedziciel mroku

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2016
Liczba tomów: 1
Wydanie polskie: 2017
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • Yami ni Hau Mono
  • 闇に這う者ラヴクラフト傑作集
Gatunki: Horror
Widownia: Seinen; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie

Lovecraft wczesny i późny w znakomitej komiksowej interpretacji Gou Tanabe.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Trzecia wydana w Polsce manga Gou Tanabe to po raz kolejny komiksowa adaptacja opowiadań H.P. Lovecrafta. Tym razem autor dokonał dość osobliwego wyboru, wziął bowiem na warsztat jedną historię z początków twórczości Samotnika z Providence (Dagon) oraz jedną z ostatnich, jakie Lovecraft napisał (Nawiedziciel Mroku). Dzieli je niemal dwadzieścia lat, w ciągu których styl autora uległ daleko idącym zmianom. A jednak każde z nich to ważny element dorobku Lovecrafta i istotny fragment dzieł składających się na kanon mitologii Cthulhu.

Dagon to historia jeńca wojennego, którego statek został zatopiony przez nieprzyjaciela, a on sam trafił na pokład wrogiego okrętu. Ukradłszy szalupę, główny bohater ucieka, by znaleźć się w sytuacji rozbitka dryfującego po bezkresach oceanu. Jego łódź niespodziewanie dociera na wyspę, która musiała nagle wynurzyć się z głębin. Na nowo powstałym lądzie bohater odkrywa relikt nieznanej cywilizacji, a chwilę potem staje oko w oko z istotą, której rasa ów relikt stworzyła.

W Dagonie mamy do czynienia z klasycznym u tego autora motywem obcowania z przedwiecznym bytem i szaleństwa będącego konsekwencją tegoż spotkania. Mamy tu dwa wątki, które zostały później twórczo rozwinięte w takich klasykach jak Zew Cthulhu (wynurzająca się z głębin wyspa) czy Widmo nad Innsmouth (podwodna cywilizacja). Dała też o sobie znać awersja autora do ryb i wszystkiego, co pochodzi z morza. A jak poradził z tym sobie Gou Tanabe? Trzeba przyznać, że podszedł do tematu raczej holistycznie, nie siląc się na komplikowanie prostego w oryginale tekstu. Stosując znane już z poprzednich mang rozwiązania, wykorzystał konwencję, w której rysunek i tekst uzupełniają się. Nie ma tu dialogów, nie ma też na dobrą sprawę dymków, każdy kadr to ilustracja i czasem tylko towarzysząca jej narracja. Czytając Dagona, zastanawiałem się nawet, czy nie dałoby rady przedstawić całości bez tekstu. Zwłaszcza że fantastyczne rysunki Gou Tanabe bardzo dobrze oddają nastrój i klimat kreowane przez Lovecrafta. Jako fan twórczości tegoż często miewałem problemy z wizjami jego istot tworzonymi przez różnych grafików. Pomysły Gou Tanabe bardzo mi się tu natomiast podobają.

Charakterystyczne, że Tanabe zrezygnował z tych fragmentów tekstu Lovecrafta, które dotyczyły postępującego obłędu bohatera i pozostawił w zasadzie te, które posuwały fabułę. Szaleństwo, tak istotne w tym opowiadaniu, zaprezentowano w postaci grafiki, skupiając się przede wszystkim na twarzy i oczach bezimiennego protagonisty. Autor zresztą lubi rysować oczy, co widać także i tutaj, kiedy to wymiana spojrzeń jest kluczowym momentem całej opowieści.

Tytułowy Nawiedziciel mroku (w niektórych starszych polskich przekładach jako Duch ciemności) to już Lovecraft dojrzały. Można powiedzieć, że to pożegnanie autora z czytelnikami, gdyż było to ostatnie jego dzieło. Główny bohater, malarz i pisarz poszukujący inspiracji, przeprowadza się do Providence, gdzie wynajmuje poddasze w starym domu. Źródłem jego natchnienia staje się górujący nad jedną z dzielnic miasta neogotycki kościół. Gnany ciekawością artysta postanawia przyjrzeć się bliżej majestatycznej budowli i nie zważając na ostrzeżenia miejscowych, wchodzi do niej, budząc dawno zapieczętowane zło.

Z historią tą wiąże się wiele ciekawostek. Lovecraft złożył w niej hołd samemu Providence, fantastycznie opisując klimat rodzinnego miasta. Widok z okna głównego bohatera jest identyczny z tym, jaki widział sam autor. Główny bohater, Robert Blake, to natomiast alter ego jednego z przyjaciół Lovecrafta – Roberta Blocha. Fabuła łączy wątki bliskie klasycznej gotyckiej grozie (porzucony kościół i uwięziona w nim istota) z kosmiczną grozą i mitami. Wisienką na torcie jest „obecność” Necronomiconu, księgi, która stała się niemal symbolem twórczości Lovecrafta. Interesujące studium obsesji bohatera, charakterystyczne niedopowiedzenia i sięgająca w przeszłość historia czynią także z Nawiedziciela mroku jedno z lepszych opowiadań tego autora.

Gou Tanabe miał tu stosunkowo łatwą pracę do wykonania. Oryginał jest dynamiczną historią, w której dzieje się sporo, przez co transkrypcja na język komiksu nie wydawała się czymś szczególnie karkołomnym. Co więcej, na pewno bliżej do klasycznego komiksu Nawiedzicielowi mroku niż Dagonowi. Mamy tu dymki, mamy dialogi, choć po prawdzie, nadal bohater jest w zasadzie tylko jeden, cała reszta postaci pojawia się epizodycznie. No dobra, za drugiego bohatera możemy uznać tytułowego stwora, który ma przecież spory wpływ na przebieg fabuły.

Rysując ten komiks, Tanabe nie miał zupełnej swobody, choćby przez to, że jak wspominałem, Lovecraft wzorował się na istniejących miejscach i postaciach. Nie da się ukryć, że graficzna kreacja kościoła, w którym rozgrywa się część wydarzeń, robi wrażenie. Tanabe zachował gotycki pierwowzór kościoła św. Jana z Providence (zburzonego w 1992 roku), ale nie oparł się pokusie „ozdobienia” go tu i ówdzie kolczastymi wieżycami, podkreślającymi jego niechrześcijański charakter. Za to wizja tytułowego potwora po raz kolejny zachwyca. Tanabe, w odróżnieniu od wielu innych lovecraftowskich rysowników, zachowuje pewną bezkształtność swoich istot, ich wizje zdają się wymykać ludzkiemu pojmowaniu, przez co są jeszcze bardziej obce.

Wspólnym mianownikiem obu części tomiku jest obłęd wynikający z obcowania z czymś pradawnym i złym, jednak w drugiej historii zło jest o wiele bardziej namacalne i dostrzegane przez wielu. Bohater zdaje się też bardziej na nie odporny. Przyswaja o wiele większą ilość informacji i praktycznie do samego końca stawia opór. Zauważalna jest pewna zmiana w poglądach Lovecrafta na temat cudzoziemców, o których w swoich opowiadaniach nierzadko wyrażał się z pogardą i niechęcią. Taki też stosunek ma bohater do miejscowych Irlandczyków, jednak fabuła ostatecznie to im przyznaje rację, a nie jemu.

W zakończeniu autor wyznaje, że chciałby narysować obie historie jeszcze raz, ja jednak uważam, że obie są narysowane świetnie i nie mam się tu do czego przyczepić. Gou Tanabe po raz kolejny pokazał, że fantastycznie „czuje” klimat twórczości H.P. Lovecrafta. Zachowując duży szacunek dla pierwowzorów, tworzy ich bardzo udane adaptacje. Ktoś mógłby narzekać, że są one tak bardzo wierne, iż niewiele w nich nowego – bo tak w istocie jest. Jednakże dzięki znakomitej kresce Tanabe czytałem te komiksy z wielką przyjemnością, a przecież dzieła Lovecrafta znam na pamięć i na wyrywki. Nie mówiąc już o tym, że gdy przypominam sobie różne japońskiej wariacje na temat opowiadań Samotnika z Providence (w rodzaju Demonbane), to nawet cieszę się, że autor stworzył ten komiks w stylistyce tak mało japońskiej.

Grisznak, 1 października 2017

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Enterbrain
Wydawca polski: Studio JG
Autor: H.P. Lovecraft, Tanabe Gou
Tłumacz: Paulina Ślusarczyk-Bryła

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 9.2017