Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Medalikon 2017 - konwent

Komentarze

Tablis

  • Avatar
    Tablis 18.06.2017 11:50
    Komentarz do recenzji "Orange"
    Głupotą bohaterów da sie wyjaśnić niemal wszelkie możliwe obroty fabuły. Można by to kupić, owszem, ale zwykle uznaje się, że w przypadkach procedur dotyczących realistycznych zagrożeń nie wszystko autorowi wolno. Jeśli bohaterowie schrzanili, to twórca powinien przynajmniej później poświęcić chwilę na wyjaśnienie, jak to powinno poprawnie wyglądać.
  • Avatar
    R
    Tablis 18.06.2017 02:11
    Komentarz do recenzji "Orange"
    Nic nie mam co do opisu samej mangi, nie znam jej zresztą, ale:

    a poza tym, gdyby takie zawiązanie akcji wziąć zupełnie na serio, to manga skończyłaby się po dziesięciu stronach z Kakeru naszprycowanym środkami antydepresyjnymi

    Toż to jakaś piramidalna bzdura, ubrana jeszcze w sarkazm, co nie pomaga w odbiorze. Następny akapit jeszcze pogarsza sytuację, bo opisuje trudności bohaterów w pomocy koledze. A więc oni się męczą, ledwo im się udaje, a wystarczyłoby naszprycować Kakeru prochami, i byłby happy end po 10 stronach – taka jest nasuwająca się interpretacja. Ręce opadają…

    Krytykować tę mangę za brak realizmu w tym miejscu jak najbardziej można (a nawet trzeba ze względu na powagę tematu). Wiedząc, że Kakeru się zabije bohaterowie powinni się starać go wysłać do psychiatry i psychologa. Być może, po dłuższym czasie, częściowo by to pomogło. Ich osobista pomoc tak czy siak byłaby niezbędna, więc resztę fabuły można by zostawić bez zmian.


    Na marginesie: ta recenzja ot tak sobie zdradza zakończenie całej tej mangi -____-
  • Avatar
    M
    Tablis 28.05.2016 15:53
    Świetna manga!
    Komentarz do recenzji "Orokamono wa Aka o Kirau"
    Daleko jej do typowego yaoi. Romans oczywiście jest, i to w każdej z przedstawionych historii, ale każdorazowo stanowi uzupełnienie bogatszej historii oraz symboliki. Podobało mi się, że wątki romantyczne doskonale wiążą się z resztą i służą przedstawieniu opowieści, której nie dałoby się wyrazić innymi środkami. Dynamika męsko­‑męska jest silnie zaznaczona i kluczowa dla poruszanych motywów. Tak samo jak corrida jest zderzeniem dwóch męskości – torreadora i byka, tak samo jest i ze związkiem głównych bohaterów. Analogia jest silna i centralna dla tej mangi, jest też mocną podstawą do eksplorowania namiętności i fetyszy z nią związanych.

    Każde z opowiadań ma tutaj swój centralny symbol oraz fetysz. W pierwszym i najdłuższym jest to zdecydowanie krew, ale później pojawiają się też i inne, na przykład damskie buty oraz balet. Doskonale udaje się oddać związane z nimi emocje, które wciągnęły mnie swoją intensywnością. Jest ona tak duża, że przydają się chwile wyciszenia, i faktycznie – najbardziej przypadło mi do gustu (z pozoru) najspokojniejsze z opowiadań Lumiere. Było zaskakujące, dopiero w zakończeniu w pełni ujawniając stojący za nim zamysł, który jest naprawdę świetny.
  • Avatar
    Tablis 3.05.2016 22:33
    Komentarz do recenzji "Rycerze Sidonii"
    Racja, poprawione. Szczegóły były zbędne, więc najłatwiej było skorygować wyrzucając fragment.
  • Avatar
    M
    Tablis 29.10.2015 22:12
    Godne uwagi
    Komentarz do recenzji "H.P. Lovecraft: Ogar i inne opowiadania"
    Gou ma wyczucie Lovecrafta, trzeba mu to przyznać. Staroświecki styl rysunku, wyraziste i wszechobecne cienie, w końcu skoncentrowanie się na psychologii i emocjach, to wszystko zbliża jego komiks do stylu oryginału. Chciałoby się jednak zobaczyć coś ciekawszego. Levecraft opisuje mnóstwo przedziwnych, ledwo wyobrażalnych istot oraz światów, a tutaj dostajemy zestaw klasyków.

    Pierwsze opowiadanie – „Świątynia”, jest rewelacyjne, bo i najbardziej oryginalne. Klimat „Das Boota” w wykonaniu komiksowym widziałem po raz pierwszy i na pewno długo pozostanie mi w pamięci. Jest niedopowiedziane akurat do tego poziomu, który w opowieści graficznej przystoi, nic więcej, nic mniej i jest zakończone w perfekcyjnym momencie. No i te zbliżenia na oczy…

    „Ogar” jest bardzo, bardzo klasyczny, ale i bardzo zgrabnie wykonany w ramach owej klasyki. Gotycki klimat aż wycieka ze stron, a kilka kadrów to przykłady poruszającej mrocznej poezji.

    Z wszystkich trzech „Zapomniane miasto” podobało mi się najmniej, co nie znaczy, że nie podobało. Jest po prostu bardzo prostolinijne – fabuła jest prosta jak deska i buduje napięcie do z góry wiadomego finału. Wszystko jest zrobione dobrze, ale chciałoby się czegoś więcej, jakiegoś zaskoczenia.
  • Avatar
    M
    Tablis 25.09.2015 11:47
    Fabuła tego średniaka
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów: Levi - Narodziny"
    Ponarzekam sobie na tę mangę pod spoiler tagiem – a co!
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    Tablis 14.06.2015 15:21
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów: Levi - Narodziny"
    I owszem. Wcześniej nie zwróciłem uwagi chyba dlatego, że już je znałem, więc nie notowałem, czy się pojawiło, czy nie i przyjąłem, że jest normalnie. Teraz spojrzałem na pierwszą stronę z listą postaci: imię­‑nazwisko, imię­‑nazwisko, imię­‑nazwisko, itd., Levi.
  • Avatar
    Tablis 14.06.2015 14:43
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów: Levi - Narodziny"
    Chodzi mi o to, że autor karze nam wierzyć, że nazwisko bohatera ludzkości – kapitana Leviego, nie było powszechnie znane. Że w świecie, gdzie jak u nas we wszystkich rejestrach urzędniczych figuruje imię i nazwisko, jakimś cudem nie przedarło się to do powszechnej świadomości, w szczególności  kliknij: ukryte . Taki stan nie ma racji bytu, tym bardziej, że powodu, aby to ukrywać, nie było, ani nikt nie sugeruje, że ktoś coś ukrywał.
  • Avatar
    Tablis 14.06.2015 13:44
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów: Levi - Narodziny"
    Zapewne znałem z Sieci, nikt tego nie traktował jako tajemnicy. Dokładniej sobie nie przypomnę. Faktycznie, wygląda na to, że autor to ukrywał, co nie ma najmniejszego sensu w świecie przedstawionym, gdzie wszyscy używają imienia i nazwiska.
  • Avatar
    Tablis 14.06.2015 12:53
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów: Levi - Narodziny"
    Nie postrzegałem tego jako spojler, nazwisko znałem od zawsze. Ogólnie wydaje się absurdalne, aby traktować to jako tajemnicę przy przedstawianiu świata, w którym nazwiska funkcjonują mniej więcej tak jak w naszym. Uważna lektura wydaje się jednak sugerować, że było to celowe. Nie mi oceniać, na jakie absurdalne pomysły może wpadać autor, więc poproszę o usunięcie. I tak nie było to w recce do niczego potrzebne.
  • Avatar
    Tablis 5.05.2015 15:18
    Re: Odnośnie polskiego tytułu mangi
    Komentarz do recenzji "Jak zostałam Bóstwem!?"
    Dodam, że „Zostałam bóstwem!?” wydaje mi się też najbliższe w znaczeniu do oryginalnego „Kami­‑sama hajimemashita”.
  • Avatar
    Tablis 3.05.2015 01:07
    Re: Z ciekawości
    Komentarz do recenzji "Mushishi"
    Po zwróceniu uwagi sam zwątpiłem i pogrzebałem chwilę: PWN twierdzi, że można dublować pytajniki i wykrzykniki w celu oddania silnego tonu uczuciowego wypowiedzi.
  • Avatar
    M
    Tablis 20.04.2015 22:33
    Komentarz do recenzji "Kami no Kodomo"
    Manga ciekawa, choćby przez szatę graficzną – nawiązania do kubizmu są ewidentne. Poza tym epatuje groteską, surrealizmem i brzydotą. Czy ma w tym jakiś cel… chyba nie za bardzo. Jest tu rodzaj przesłania, że patologiczne zachowania głównego bohatera są odbiciem ukrywanych aspektów społeczeństwa, w którym żyje, ale manga nie podkreśla tego specjalnie, poza tym to banał.

    Fabuła jest raczej dodatkiem do warstwy graficznej i atmosfery ohydy oraz zgrozy. Atmosfery ohydy oraz zgrozy nie uważam za specjalną wartość samą w sobie, a tutaj wydaje się upychana nieco na siłę, ile się da. Niemniej grafika jest na tyle intrygująca, że całość się broni
  • Avatar
    Tablis 3.11.2014 22:02
    Re: Ech...
    Komentarz do recenzji "Abara"
    Oj, grzeszą, nie jestem tylko pewien, czy szkalują takimi żarcikami „One Piece”, „Abarę”, czy oba. To w shounenach postacie zwykle rzucają okrzyki zdradzające ich stan emocjonalny i charakter, ale niemal pomijalne, jeśli chodzi o konstrukcję świata. W „Abarze” jeśli ktoś się odzywa, to ponieważ potrzebuje/udziela konkretnej informacji. Zwykle nikt później tej informacji nie powtórzy, więc trzeba morderczo uważać przy śledzeniu akcji.

    Dla mnie, gdyby zignorować fabułę „Abary”, to niewiele z tej mangi zostaje – ot, taka stylowa siekanka. Przypomina mi to mocno sytuację z grą „Dark Souls”, gdzie spora część graczy nie zauważa, że jakaś fabuła w ogóle jest, a równolegle istnieje kilka kanałów na YouTube poświęconych wyłącznie analizowaniu przebiegu wydarzeń, jakie tam zaszły.

    W „Blame!” fabuła faktycznie jest pomijalna, ot, chłopina błąka się po megastrukturze i po drodze tłucze z niemiłymi paskudami (to nie krytyka, ubóstwiam owo błąkanie się). W „Knigts of Sidonia” póki co tłuką się z niemiłymi kosmitami i zaprzyjaźniają z kolegami/lovercraftowskimi okropnościami, ale za to nigdzie się nie błąkają (to już krytyka jest). To „Abara” jak na Tsutomu Nihei'a zawiera fabuły zgoła nieprawdopodobne ilości.
  • Avatar
    Tablis 12.09.2014 00:27
    Komentarz do recenzji "Ichiban Ushiro no Daimaou"
    Dobra, po tym, jak mi na to zwróciłeś uwagę, zaczął mnie ten brak irytować, więc uzupełniłem recenzję o akapit na temat grafiki. Jest zdecydowanie kompletniej.
  • Avatar
    Tablis 8.09.2014 22:23
    Komentarz do recenzji "Ichiban Ushiro no Daimaou"
    Wiem, to prawda, nawet przyznałem się do tego błędu w poście powyżej, stwierdzając, że to aspekt poboczny, ale trzeba było skreślić kilka zdań, a ja poszedłem na łatwiznę. Na Costly'ego powoływałem się tylko co do fragmentów jego recenzji dotyczących treści, nie formy, zresztą animację serialu opisał całkowicie wyczerpująco. Podsumowując: przyjmuję połajankę – zasadna.
  • Avatar
    Tablis 8.09.2014 21:41
    Komentarz do recenzji "Ichiban Ushiro no Daimaou"
    Z grafiką zastanawiałem się, czy się rozpisywać, czy nie. Doszedłem do wniosku, że jest na tyle mainstreamowo, że nie warto. Po namyśle faktycznie, dobrze byłoby skreślić kilka zdań, ograniczenie się do stwierdzenia, że jest dobrze, było wybitnie leniwe. Zdecydowanie nie zgadzam się jednak z opinią, że jest to dla mangi „kluczowe”. Dla niektórych jest, dla innych nie. Dla tej to informacja poboczna.

    O elementach ecchi w recenzji trochę jednak jest, parafrazując samego siebie: w pierwszych tomach wiele jest zwyczajnych życiowych sytuacji, w trakcie których pojawiają się przelotnie majtki (wprost napisane, jaki poziom ecchi obserwujemy), co jest jak uważam bardzo dobrze zrealizowane. Krytykujesz mnie, że narzekam na sytuacje będące pretekstem do ecchi, ale wymieniając je wskazuję, z jakim poziomem ecchi mamy do czynienia w dalszej części. Porównuję też dalsze rozdziały tej mangi do doujinshi, co ma sugerować czytelnikowi, jak traktowane są postacie. Ba, cała moja krytyka tego aspektu opiera się na opinii, jest to ecchi zbyt zdziczałe. Czytam teraz dla porównania recenzję anime Costly'ego – jest tam na ten temat mniej niż w mojej recenzji.

    Zwracam też uwagę, że w moim tekście są 3 akapity: o aspekcie przygodowym, komediowym i ecchi. Sugeruje to, że te aspekty są w miarę równo ważne odbijając moje przekonanie, że tak jest w istocie. Więcej, akapit 1 i 5 rozwijają moją tezę, że na kluczowa w odbiorze tej mangi jest realizacja jej głównej idei: głównego bohatera – króla demonów. Jeśli ktoś uważa, że jest to manga ecchi w której ecchi jest najważniejsze to i owszem – ten tekst nie spełnia swojej funkcji. Moje założenia są inne i patrząc po recenzji Costly'ego nie jestem w tym przekonaniu odosobniony.

    Ostatnia uwaga w tym przydługim poście: w początkowym fragmencie tekstu otwarcie nawołuję do przeczytania recenzji Costly'ego. Nie bez powodu, chciałem, aby te recenzje się uzupełniały.
  • Avatar
    Tablis 16.06.2014 14:06
    Re: Tłumaczenie, dialogi
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów"
    Ciekawa opinia, po części się zgodzę – język może sprawiać takie wrażenie. Zasadne jest pytanie, jak było w oryginale, niestety nie mamy do niego dostępu. Jednak, nawet jeśli tak było, to czy taki język zasługuje na krytykę? Obserwujemy w końcu świat wykreowany przez autora, a jego postacie mówią takim językiem, jakim mu się podoba. Nie wiemy jak wygląda język potoczny i dziecięcy w świecie tak silnie zmilitaryzowanym jak ten w Shingeki­‑no Kyojin. Oczekuje się, że były prosty, potoczny i wulgarny (jak na nasze standardy), ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby autor (i pośrednio tłumacz), nasze oczekiwania rozbijał.

    Pamiętajmy też, że po przeczytaniu pierwszego tomu mamy dostęp do niewielkiej próby z tego języka, a jako że ten jest różnorodny, trudno o pewną opinię.

    Czego za mało widzę w tym tomie, to klimatu, który wyróżniałby sposób komunikacji postaci, ten świat jest w końcu bardzo specyficzny. Ten wydawał mi się niemal identyczny jak np. w Fullmetal Alchemist, gdzie panuje przecież zdecydowanie inny nastrój. W tym przypadku nie można winić oryginału, bo to rzecz tak specyficzna i kulturowo osadzona, że tłumacz musi to wykreować praktycznie od podstaw. Paradoksalnie sztywność niektórych fraz w tym pomaga, dodając im specyfiki właśnie. Jest to w końcu świat trzymany w żelaznym rygorze, można sobie wyobrazić, że postacie trzymają go nawet w kryzysowych sytuacjach, i nawet kosztem efektywności.
  • Avatar
    M
    Tablis 18.01.2014 15:26
    Nadspodziewanie dobre
    Komentarz do recenzji "Shuumatsu no Laughter"
    Atakuje znienacka swoją jakością ta manga. Na pierwszy rzut oka wydaje się wstępem do kolejnego seryjnego shounena, czyli: przedstawiamy wstępnie świat i bohaterów oraz rzucamy historyjką, która ma przybliżyć klimat całości. Stąd niedowierzanie, kiedy autor serwuje duży zwrot akcji, po czym zdradza większość życiorysu głównych postaci. Ciężko by się spodziewać takiej intensywności fabuły i emocji, połączonej z psychologiczną wnikliwością. To nieprzygotowanie wyraźnie zwiększa moc oddziaływania tego tomiku, ale nawet bez tego sprawowałby się nieźle.

    Nie wykluczałbym do końca, że miał być to wstęp do dłuższej historii, ale niezależnie od intencji sprawuje się bardzo dobrze jako oddzielna historia.
  • Avatar
    M
    Tablis 28.03.2012 23:52
    Kwestia estetyki
    Komentarz do recenzji "Croquis"
    Stosunek do zniewieściałości bohaterów zależy głównie od tego, czy ktoś kupuje tę estetykę, czy nie. Powiedzenie „bardziej wymagające osoby będą tym poważnie rozczarowane” nie oddaje istoty rzeczy. Autorka ma prawo przedstawić sfeminizowanych mężczyzn – istnieją w końcu tacy, zresztą to fikacja literacka, ważne, że koncept jest sensowny. Skoro już tacy są, to połączenie emocjonalnego patrzenia na świat z typowo męską niechęcią do mówienia o własnych uczuciach może prowadzić do efektów zaprezentowanych w mandze.

    Tylko niech mnie nikt nie oskarża o pochwałę fabuły tej mangi! Jest przewidywalna i głupia, ale to problem wykonania, nie estetyki. Dla mnie główną jej wartością jest właśnie ten (minimalnie) oryginalny koncept, no i portrecik środowiska artystycznego, do którego gejostwo pasuje jak ulał (obleśny śmiech).

    Mimo tych różnic w odbiorze pod ostatnim akapitem C.S podpisuję się rekami i nogami. 6/10
  • Avatar
    Tablis 22.02.2012 18:46
    Komentarz do recenzji "Neon Genesis Evangelion"
    Toteż skrytykowałem tłumaczenie Gainaxu właśnie. Nie oszukujmy się – tłumaczeniem zajmują się inni ludzie, niż pisaniem fabuły (ci mogą nawet nie znać angielskiego, znając japończyków), więc niezamierzona wtopa była całkiem możliwa.
  • Avatar
    M
    Tablis 3.12.2011 22:17
    Godna polecenia, nie wybitna
    Komentarz do recenzji "Solanin"
    Bardzo „ósemkowata” ta manga. Wszystkie jej aspekty są mocno ponadprzeciętne, lektura sprawia dużą przyjemność, ale nie ma niczego na tyle charakterystycznego, aby trwale wbiło się w pamięć. Niemniej bardzo zacna lektura obyczajowa, realistyczna psychologicznie i niezwykle szczegółowo narysowana.
  • Avatar
    Tablis 25.10.2011 00:55
    Wydra wydra, zmodyfikowana genetycznie i zcyborgizowana
    Komentarz do recenzji "Biomega"
    Z „koszmarnością” fabuły bym nie przesadzał. Jeśli tutaj użyjemy tego słowa, to później robimy się bezradni wobec opisu pewnych innych tytułów. Jak dla mnie Nihei trzyma swój standard w pierwszej części, z pewnością linia fabularna jest bardziej spójna niż w Blame!, zapewne mniej niż w NOiSE – wyraźna korelacja z ich długością.

    Te „śmiesznostki”, czy jak to ja nazwałem „rozwiązania techniczne” ;) przeżyć się da, ale poważny klimat psują. Mi się nawet podoba, że Nihei niewiele tłumaczy, bo niewiele tłumaczy w sposób, który skłania do fantazjowania. Tutaj zawiódł, ale bardzo nie narzekam – mi do połowy czytało się naprawdę dobrze. Moja teoria co się stało jest następująca: Nihei chciał po staremu z grubsza wszystko poskładać do kupy, niestety zmuszono go do napisania większej ilości tomów niż chciał (tutaj tak twierdzą [link] ), więc to przesunął, po czym okazało się, że jednak ma kończyć, więc w 3 rozdziały wszystko zamknął (to widać ewidentnie) i na nic już nie starczyło czasu.

    Patrząc po najnowszym Knights of Cydonia nabieram jednak podejrzeń, że ten sposób prowadzenia fabuły to nie tyle wybór artysty, co jedyny sposób, w jaki Nihei to robić potrafi, bo bardziej klasyczna wychodzi mu… bleh.
  • Avatar
    M
    Tablis 29.09.2011 21:23
    Bez przesady z pochwałami: 7/10
    Komentarz do recenzji "Mx0"
    To prawda, że bohater z uwagi na okoliczności używa w Mx0 ośrodkowego układu nerwowego częściej niż zazwyczaj w shounenach, ale to nie czyni tej pozycji tak wybitną jak możnaby wywnioskować z większości opinii.

    Podstawowym problemem jest fabuła skacząca od jednego egzaminu z magii lub incydentu w szkole (od egzaminu słabo odróżnialnego). Taiga musi wykombinować, jak z sytuacji wybrnąć, co mu się udaje, po czym następuje kolejny zbliżony incydent. Przez dobre 2 tomy maglowane są międzyklasowe zawody! Manga dla której największym wyzwaniem dla bohatera są (ubarwione) egzaminy w szkole? Tylko japończycy to potrafią. Nie mówię, że mnie to odrzuciło, ale na pewno nie wywołało entuzjazmu.

    Dużo można ugrać na bohaterach. Sympatyczni, rzeczywiście nie zachowują się jak idioci, co im się chwali, ale ciągle płascy. Wszystko od razu na wierzchu, wszelkie konflikty jak na patelni. Spojrzeń z kilku stron, stopniowego pogłębiania charakteru tutaj nie uświadczymy.

    Jak widać moje zarzuty nie są wielkiej wagi, bo i to nie jest zła manga. To przyzwoity shounen. Tylko przyzwoity.
  • Avatar
    M
    Tablis 29.09.2011 18:45
    Wrażenia średnio pozytywne 7/10
    Komentarz do recenzji "Remina - gwiazda piekieł"
    Fakt, lovercratowskości klimatowi nie można odmówić. Pomysł jest prosty, w swej prostocie genialny, niestety wykonanie kuleje. Obserwowanie bolesnego procesu pożerania naszej planety jest zrealizowane doskonale i budzi grozę, ale nie wystarczy na 1 tomową mangę. Itou wprowadził więc wątek pościgu głównej bohaterki, który wypada tragicznie. Począwszy od rozdziału 2. Remina jest ścigana przez ludzi z nożami po ulicach. Jest ścigana, łapią ją i biją, ucieka, epizod w ukryciu, znajdują ją, jest ścigana, łapią ją i biją, ucieka… Jedyną różnicą jest, że ścigających z nożami przybywa. Ludzkie zdziczenie, które miało budzić strach i obrzydzenie robi się zwyczajnie nudne, a pod koniec groteskowe i absurdalne ze względu na skalę i wykonanie ( kliknij: ukryte ). Ich zakapturzony lider był też najwyraźniej nieśmiertelny – wybuchy atomowe, tsunami, cyklony ogólnoziemskie mu nie straszne. Aż dziw, że  kliknij: ukryte .

    Gdyby ten wątek ograniczyć i pokazać kilka innych aspektów katastrofy (możliwości są dziesiątki) byłoby dużo, dużo lepiej. Niestety stałą cechą mang Itou jest czepianie się jednego tematu i doprowadzanie go w skali do karykatury. Mizerność postaci trafnie wypunktowała recenzja.

    Brawa z kolei za kreację planety Remina. Całkowicie nieludzka, wręcz niepoznawalna (Lem się kłania), to istotnie strach na kosmiczną skalę, odmalowany na wielu dopracowanych całostronnych grafikach. Już lepiej w tej mandzie byłaby tylko ona. 7/10.