Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
kreska: 3/10
fabuła: 4/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,67

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 65
Średnia: 6,31
σ=2,47

Wylosuj ponownieTop 10

Akatsukiss

Rodzaj: Doujinshi (Japonia)
Wydanie oryginalne: 2007-2008
Liczba tomów: 6
Postaci: Samuraje/ninja; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Supermoce

Lekka, komediowa lektura na długie, zimowe wieczory czy całkiem ekskluzywny opał do kominka? Czyli o tym, że czasami same dobre chęci i zapał nie wystarczają, by stworzyć coś godnego uwagi.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Już od ładnych paru lat z większym lub mniejszym zainteresowaniem zerkam co jakiś czas na to, co aktualnie dzieje się we wciąż wydawanej mandze Naruto. Nic więc dziwnego, że po zrecenzowaniu całkiem udanego doujinshi, Yondaime Gaiden, uznałam, iż nie zaszkodzi zerknąć na inne komiksy fanowskie z tej półki tematycznej. I tak oto pewnego pięknego dnia w moje łapki trafiły dwa tomiki nawiązujące do tej znanej każdemu fanowi mangi i anime – jeśli nie z autopsji, to choćby ze słyszenia – mangi pana Kishimoto, również wydawanej w naszym ojczystym języku. Bardzo liczne grono zwolenników tego tytułu sprawia, że wydanie poświęconego mu doujinshi może okazać się strzałem w dziesiątkę – fani z pewnością będą chcieli po nie sięgnąć. Trafią się zapewne również takie osoby jak ja, które darzą tę mangę zwyczajną sympatią, choć z pewnością daleko im do uważania jej za wybitne dzieło. One także postanowią zerknąć, co nowego zostało rzucone naszemu fandomowi na pożarcie. Slogan reklamujący pierwszy tom głosi, iż ten tytuł z pewnością przypadnie do gustu wszystkim (ale to wszystkim) fanom Naruto. I tu niestety zdecydowanie nie mogę się z tym zgodzić, no chyba że do druku wkradł się złośliwy chochlik i chodziło o „fanatyków”, a nie „fanów”.

Zazwyczaj na początku staram się chociaż pobieżnie przybliżyć zawiązanie akcji i omówić fabułę recenzowanego tytułu. Tym razem jednak muszę stwierdzić, że przychodzi mi to z wyraźnym trudem. Tylko dlaczego? Ano zapewne dlatego, że mimo dobrych chęci i rozłożonego na raty przyswajania materiału nic nie zostało mi w pamięci. Może na rozgrzewkę zacznę od tytułu… Nawiązuje on do znanej z mangi Naruto grupy Akatsuki, składającej się z recydywistów, jednostek nietuzinkowych pod różnymi względami, które z tych czy owych powodów postanowiły opuścić swoje rodzinne wioski i zjednoczyć się w celu namieszania w dotychczasowym porządku świata. Drugi człon tytułu to doklejone słowo kiss (angielskie „pocałunek”), zdecydowanie niepasujące do reputacji wyżej wymienionej szajki i wskazujące dosyć jednoznacznie, że tego tytułu zdecydowanie nie należy brać na poważnie.

No dobrze, spróbuję jednak po tej małej rozgrzewce choć w paru słowach napisać, co i jak. Pierwszy rozdział wita nas radosnym nagłówkiem zapożyczonym od tytułu angielskiej piosenki z nieco zmodyfikowaną na potrzeby autorek końcówką (ten zabieg powtarza się też w części rozdziałów późniejszych). Zapewne zaintryguje to czytelnika i podpowie, że dalej może być zabawnie. Pomysł, trzeba przyznać, całkiem udany, już na samym wstępie widać, że autorki zdecydowanie nie chcą stworzyć pełnego powagi klimatu – wręcz przeciwnie. I im dalej, tym radośniej, również z samą fabułą. Fabułą, hm… Przede wszystkim trudno mówić tu o jakiejkolwiek fabule, czy też ciągłości fabularnej, gdyż całość składa się z krótkich gagów, które w ogóle się ze sobą nie łączą – ot, luźno wrzucone fragmenty z życia tytułowej organizacji. Jest to jednak całkiem zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, iż doujinshi było początkowo publikowane na stronach znanej anglojęzycznej galerii internetowej DeviantArt w postaci pojedynczych stron składających się na małe rozdziały, a dopiero później pojawił się pomysł wydania go w wersji papierowej. Natomiast w drugim tomie pojawia się coś na kształt zalążka fabuły. Może więc, pomimo tego, że początkowe rozdziały wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego, tak naprawdę tworzą zgrabnie splecione fragmenty zawiłej układanki? Tego niestety nie jestem w stanie stwierdzić na podstawie znanego mi materiału. Jak zostało już wspomniane wyżej, jest to parodia, celowo ukazująca członków tytułowej organizacji w mocno krzywym zwierciadle. Jeśli ktoś sięgając po ten tytuł marzy o porządnej fabule i logicznym rozwoju akcji, czy też wiernym oddaniu charakterów postaci, nie ma czego tutaj szukać. Przedstawiona historia bardzo często sprawia wrażenie opętanej siłami chaosu, które wymknęły się spod kontroli, a same twórczynie zgubiły gdzieś po drodze Sens i Logikę, które, korzystając z okazji, zwiały ze stron, głośno się przy tym śmiejąc z udanego psikusa.

Postaci… Można odnieść wrażenie, że autorki zapożyczyły od pana Kishimoto tylko i wyłącznie szkice postaci oraz zarysy ich charakterów, a resztę same dopisały, chyba na kolanie, wplatając do świata przedstawionego elementy otaczającej nas polskiej rzeczywistości. Taka mieszanka sprawia, że dla części odbiorców doujinshi stanie się bliższe, jednak dla innej części zderzenie dwóch odmiennych kultur może okazać się kompletnie niestrawne. Własna inwencja twórcza często była zapewne podyktowana brakiem na danym etapie oryginalnych informacji o danej postaci, co jest całkiem zrozumiałe – zapewne niektórym przypadnie do gustu lekko zmieniona charakterystyka danego bohatera, a inni będą woleli pozostać wierni pierwowzorom. Tak więc mamy tutaj tajemniczego przywódcę Akatsuki – Sir Leadera, który podkochuje się w Itachim (jeśli komuś bardzo przeszkadzają wątki shounen­‑ai, czyli miłości męsko­‑męskiej, nawet w parodystycznej formie, niech lepiej się za to nie zabiera), mamy sepleniącego, przebiegłego Orochimaru, który również wykazuje dziwne ciągoty do wyżej wymienionego pana, jest i Deidara, (nad)używający jako przerywnika wyrażenia „yeah”, mamy emocjonalnego Sasoriego (z naciskiem na cząstkę emo) i jego skorpionka Filemonka, którego jedną z ważniejszych – jeśli nie najważniejszą – ról jest wciskanie wszędzie pewnego powszechnie uważanego za wulgarne słowa na „d”. Dalej mamy Kisame, który bynajmniej nie stosuje się do powiedzenia, że ryby głosu nie mają, znajdzie się również kącik dla Zetsu – „transgenicznego produktu niepohamowanej inwencji twórczej matki natury i Czarnobyla ‘86”. Gdzieś w tle przewijają się także Hidan – niepoprawny satanista, Kakuzu – dusigrosz jakich mało, zdolny sprzedać dosłownie wszystko, co przedstawia jakąkolwiek wartość, oraz niewątpliwie największa gwiazda Akatsuki – Miss Itachi. Dokładnie tak – tutaj obdarzony został iście kobiecą urodą (przynajmniej w teorii, bo walory estetyczne są dyskusyjne) i naturą, a także chyba nadprodukcją feromonów, co by przynajmniej częściowo tłumaczyło zainteresowanie, jakim darzą go niektórzy osobnicy tej samej co on płci. Itachi paraduje w damskich ciuszkach, maluje paznokcie, a także ostentacyjnie obraża się na cały świat. I tak oto mamy szansę obserwować, jak kolejne dni w tej przedziwnej grupie przestępczej, zamieszkującej okolice Osuchowa i będącej istnym kółeczkiem wzajemnej adoracji, mijają na użeraniu się ze sobą, ćwiczeniu dziwnych technik ninja czy udaniu się na przymusową wycieczkę do szpitala, w którym pacjentów ubiera się w kaftaniki. A żeby nie było za monotonnie, od czasu do czasu gościnnie przypominają o sobie również starzy i nowi znajomi, a nawet postaci z innych popularnych mang i anime.

Grafika zdecydowanie rzuca się w oczy i zasługuje na oddzielny akapit. Kreska i sposób rysowania są, najprościej mówiąc, bardzo specyficzne. Na pewno ma na to wpływ fakt, że część stron jest rysowana przez jedną autorkę, a część przez drugą, podczas gdy ich style zasadniczo różnią się od siebie – bardziej spostrzegawczy czytelnik ma szansę nawet stwierdzić, która pani jaki kadr rysowała. Z obramowaniem bywa różnie – raz kadry pływają w powietrzu, w innym miejscu są otoczone topornie grubą krechą bądź wręcz zatopione w czarnym tle, w mangach zarezerwowanym zazwyczaj dla retrospekcji. Również i tutaj widać wszechobecny chaos, często nie wiadomo, na czym skupić wzrok. Tła są raczej oszczędne – w wielu miejscach ich po prostu brak, bądź zawierają wyłącznie jednolity odcień szarości, czasem dla podkreślenia charakteru danego kadru zostają wzbogacone o motywy kwiatów czy innych esów floresów. Postacie z kolei często paradują w formie SD (super­‑deformed, czyli charakterystycznie pomniejszone, typowy efekt dla scen komediowych). Nie ma natomiast większych problemów z dopasowaniem wypowiadającej się postaci do wypełnionej ręcznym pismem chmurki – na szczęście pismo jest czytelne i nie trzeba grafologa, by je odszyfrować. Poza chmurkami często pojawiają się też dowcipne dopiski w postaci myśli nieuporządkowanych któregoś z bohaterów.

Być może w wersji internetowej tak źle to nie wygląda, jednak na papierze jest, jak opisałam – czyli nie za ciekawie. Jedną z licznych słabych stron są zbliżenia na twarz. Często są one zwyczajnie krzywe i dziwnie nieproporcjonalne, już nie mówiąc o tym, że tylko parę charakterystycznych cech pozwala się domyślać, z jaką postacią mamy akurat do czynienia. Trafiają się też ujęcia postaci narysowane lekką, cienką linią, w których zapomniano – celowo czy nie – wymazać linie szkicu. Za to całkiem przyzwoicie została przedstawiona mimika, świetnie podkreślająca charakter danej sceny. Wraz z kolejnymi tomami odnosiłam wrażenie, że ilość graficznych potworków się zmniejsza, ba!, czasami nawet rysunki są całkiem ładne, jednak osoby przywiązujące dużą uwagę do grafiki nadal będą zgrzytać zębami.

Wydanie od strony technicznej prezentuje się całkiem przyzwoicie. Każdy tomik jest oprawiony w miękką, lakierowaną okładkę, na której widnieje zazwyczaj jeden z tych feralnych krzywych rysunków. Na samym początku wita nas spis treści, w którym znajdziemy tytuły kolejnych rozdziałów, jednak bez numerów stron, jako że numeracji takiej nie ma w ogóle. Układ czytania jest klasyczny – od lewej do prawej. Pod koniec każdego rozdziału znajdziemy stronę, na której są wydrukowane „pogadanki” odautorskie w formie dialogu między twórczyniami, występującymi tu pod pseudonimami Vanitachi i Little Lady Punk, z różnymi wtrąceniami od postaci występujących w doujinshi. Warto poświęcić minutkę na zapoznanie się z niektórymi z tych tekstów, gdyż często przemycają parę interesujących faktów dotyczących samego dzieła, jednak większa ich część przypomina zapis luźno prowadzonego bloga z obfitą ilością emiotikonek, na dobitkę pisanego z dość swobodnym podejściem do zasad poprawnej polszczyzny, przez co trudno wyłowić z tekstu coś konkretnego. Być może te wstawki miały po prostu za zadanie podkreślać chaotyczny charakter pracy autorek, a także były oczkiem puszczonym w stronę internetowych czytelników – mnie jednak niezbyt przypadły one do gustu.

Od drugiego tomiku na kartach końcowych można też znaleźć bonusowe strony, a raczej zupełnie odrębne tematycznie doujinshi, zatytułowane Notes – czyli tajemne sprawki małej żyrafki, tym razem nawiązujące do Death Note. Tu muszę przyznać, że rysowanie postaci z tej serii wyszło autorkom o niebo lepiej, niż tych z Naruto, choć to wcale nie oznacza, że każdy pojedynczy kadr cieszy oko. Także pod kątem fabuły całość zdaje się bardziej uporządkowana i łatwiejsza do ogarnięcia, a co za tym idzie – przyjemniejsza w odbiorze.

Pozytywny odbiór Akatsukiss wymaga od czytelnika bardzo specyficznego podejścia i nie zamierzam ukrywać, że mnie go zabrakło. Bardzo pożądana przed lekturą jest znajomość mangi (bądź anime), do której doujinshi nawiązuje (autorki zalecają zapoznanie się z historią wykraczającą poza tomiki Naruto wydane w Polsce w czasie, gdy one dany tom tworzyły). W trakcie lektury miałam nieodparte wrażenie, że całość jest efektem tak zwanej „radosnej głupawki” autorek. Przypuszczam, że aby w pełni docenić zakupiony tomik, trzeba podczas lektury osiągnąć podobny stan ducha, ale czy się to uda, to zależy już od bardzo wielu czynników. Doujinshi jest ogólnodostępne również w formie elektronicznej, w której pierwotnie się ukazywało (wersja książkowa różni się od pierwowzoru raptem paroma szczegółami). Macie zatem przed kupnem okazję do zapoznania się z choćby paroma stronami i zadecydowania, czy czujecie te klimaty i tego właśnie szukaliście, czy może jednak lepiej się zastanowić nad spożytkowaniem swoich funduszy na coś innego. Zdecydowanie nie polecam kupowania w ciemno, nawet (a powiedziałabym wręcz, że zwłaszcza!) jeżeli jesteście fanami Naruto i za namową znajomych. Nie polecam też dawania wiary tekstowi reklamowemu, że doujinshi z pewnością przypadnie do gustu wszystkim fanom Naruto. W końcu de gustibus non est disputandum i to, co komuś się spodobało, niekoniecznie musi się spodobać innej osobie. Ja przy jej lekturze może i uśmiechnęłam się parę razy, jednak nie zaoferowała mi ona kompletnie niczego ciekawego, a wręcz przeciwnie, wystawiła na próbę cierpliwości mój zmysł estetyki i poczucie humoru.

Nanami, 1 marca 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Studio JG
Autor: Agata Sutkowska, Anna Maria Sutkowska

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Pierwsza Krew Studio JG 1.2008
2 Oko w Oko Studio JG 2.2008
3 Z Duszą na Ramieniu Studio JG 5.2008
4 Kości Zostały Rzucone Studio JG 8.2008
5 Z Głową w Chmurach Studio JG 10.2008
6 Serc Starania Stracone Studio JG 12.2008
7 How To Kiss It Studio JG 9.2009

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Oficjalna strona Akatsukiss Oficjalny pl
Podyskutuj o Akatsukiss na forum Kotatsu Nieoficjalny pl