Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 kreska: 7/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 22
Średnia: 8,41
σ=0,83

Wylosuj ponownieTop 10

Katsu!

Rodzaj: Komiks (Japonia)
Wydanie oryginalne: 2002-2005
Liczba tomów: 16
Tytuły alternatywne:
  • カツ!
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm, Trójkąt romantyczny

Zapewne większość osób zgodzi się, że Mitsuru Adachi + baseball = dobra manga. Czy uzyskamy taki sam wynik, gdy zamienimy baseball na boks? Jak najbardziej!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Ayanami

Recenzja / Opis

Katsuki Satoyama to świeżo upieczony licealista: nie ma jakichś specjalnych zainteresowań, nie szaleją za nim szkolne koleżanki, nie jest też geniuszem – ot, zwyczajny nastolatek. Również w jego życiu przychodzi czas na pierwsze poważniejsze zauroczenie. Trafia na jego imienniczkę, Katsuki Mizutani – miłą, sympatyczną i względnie popularną dziewczynę. Chcąc jakoś się do niej zbliżyć, chłopak zapisuje się do klubu bokserskiego prowadzonego przez ojca dziewczyny. Początek udanego związku? No, nie do końca. Okazuje się bowiem, że rodzice Katsuki są rozwiedzeni, a ona sama, mimo talentu bokserskiego, delikatnie mówiąc, nie przepada za kimkolwiek i czymkolwiek z tym sportem związanym. Życie może potoczyć się różnie, tym bardziej, że na horyzoncie pojawia się potencjalny rywal (zarówno w sporcie, jak i w miłości). A to dopiero początek…

Podstawowe elementy w historiach Mitsuru Adachiego? Sport (zwykle baseball, tu jednak boks) – jest. Duży nacisk na tło obyczajowe – jest. Romans (a najlepiej on, ona i piąte koło u wozu) – jest! Wszyscy obecni? No to zaczynamy. A zaczyna się (prawie) jak zwykle: zauroczenie od pierwszego wejrzenia, bo trudno tu jeszcze o płomiennej miłości mówić, zresztą jako taka nie występuje ona w mangach tego autora. Jak zapewne fani jego twórczości zdążyli zauważyć, pan Adachi tworzy opowieści pod jakimś względem zbliżone do poprzednich. A to znajomy wątek przemknie gdzieś w tle (albo na pierwszym planie), czasami ma się też wrażenie, że gdzieś się już tę postać widziało (i nie chodzi o wygląd), tylko pod innym imieniem. Czego by nie mówić, trzeba przyznać jedno – mimo bardzo widocznych podobieństw, kiedy zabierałam się za kolejny komiks podpisanym wiadomym nazwiskiem, nigdy mnie one nie irytowały, a najwyżej zabierały w sentymentalną podróż do znanych już historii. To ten typ twórczości, w którym znajomy powiew nie przynosi zapachu odgrzewanego kotleta, a miłe wspomnienia.

Pomijając wszelkie analogie, zapożyczenia i inne, Katsu! samo w sobie broni się bez trudu. Czy scenariusz jest oryginalny? Nie, to historia dość zwyczajna, w której bardziej liczy sposób przedstawienia wydarzeń. Dostajemy solidną i realistyczną mangę obyczajową z większym udziałem sportu niż miłosnych uniesień (nie zapominajmy jednak, że z przewagą prozy życia, brak tu romantycznych scen pełnych patosu). Zaczynamy całkiem normalnie, w klimatach lekkich, by spokojnym tempem poprzez treningi i szkolne perypetie dotrzeć do życiowych pagórków, jednak w miarę łagodnych. Tak, odrobina dramatu również się pojawia, ale mimo nagromadzenia zbiegów okoliczności, nieco naciąganych wątków (które w normalnych okolicznościach zakończyły się zesłaniem bohaterów w ciemną otchłań rozpaczy), całość jest niesamowicie stonowana, mało dosadna i idealnie dopasowana do pozostałych elementów, które połączone mają słodko­‑gorzki wydźwięk – znak firmowy Mitsuru Adachiego. Nawet poważniejsze zmagania przesiąknięte są specyficznym komizmem, głównie słownym – cięte (jak zwykle u pana Adachiego) dialogi i spora ilość wyjątkowo uroczej złośliwości.

Bohaterowie płyną powoli wraz z fabularnym prądem przez puszcze, pustynie, dzikie pustk… No, może trochę się zagalopowałam. W każdym razie płyną spokojnie we w miarę przyjaznym środowisku, czasem natrafiając na zakola i mniejsze lub większe przeszkody, ale nigdy na betonową zaporę, która zmusiłaby ich do odwrotu lub przebijania się na drugą stronę. Charakterystyczny dla autora i bardzo ceniony (przynajmniej przez recenzentkę) sposób prowadzenia interakcji między postaciami wychodzi również tutaj. Niesamowicie ograniczone introspekcje oraz postawienie na codzienne gesty i delikatne sugestie sprawiają, że czytelnik z przyjemnością śledzi stopniowo rozwijające się (a nie mutujące) relacje bohaterów. Protagoniści powoli docierają się między sobą i dramatyczny wybuch uczuć nie ma miejsca ani razu.

Po części wynika to na pewno z takich, a nie innych osobowości, jakie tworzy autor. Charakterne, uparte i odrobinę złośliwe, ale przede wszystkim powściągliwe w wyrażaniu opinii na temat emocji. Problem polega na tym, że można to napisać o… większości bohaterów historii pana Adachiego (zaraz, wspominałam coś o sentymencie do tych podobieństw? Jeśli tak, to problemu nie ma… Zresztą to, że są do siebie tak podobni, wcale nie znaczy, że mają płytkie charaktery). Skupmy się na postaciach z Katsu! – zarówno Katsuki, jak i… Katsuki bardzo lubią dogryzać sobie nawzajem i wszystkim innym, o uczuciach mówią niewiele – bo to po prostu widać. Są również dość spostrzegawczy i inteligentni (zwykle dotyczy to również innych bohaterów, ale pojawia się również obowiązkowy element komediowy – średnio rozgarnięty i mniej lub bardziej denerwujący kolega protagonistów). Zdystansowanie to cecha większości bohaterów tej mangi (jak i innych tego autora), ale można wyróżnić osoby mniej i bardziej zamknięte w sobie.

Jako że mamy do czynienia z romansem, mamy też do czynienia z innymi nastolatkami (w tym przypadku przeważają wielbiciele Katsuki), ale trudno nazwać to ostrą rywalizacją. To, że główna para ma się ku sobie, wiadomo już od samego początku i żaden z kolegów (może poza jednym) nie stanowi poważnej konkurencji dla Katsukiego – jednak mimo wyciszenia wielokąt ten jest dość dynamiczny. Postać może być uparta, powtarzać się jak katarynka i czasem odrobinę przeszkadzać, ale w ostatecznym rozrachunku dostrzeże faktyczny stan rzeczy i nie będzie się robić z tego wielkiej tragedii – ot, życie. Warto również dodać, iż ważne miejsce w życiu bohaterów zajmują ich rodziny. Opiekunowie są praktycznie zawsze obecni i w mniejszy lub większy (zwykle ten drugi), ale na pewno znaczący sposób wpływają na wydarzenia. Sprawia to, że całość ma niesamowicie rodzinny, ciepły klimat i dzięki temu czyta się ten komiks przyjemnie (jak inne…).

Kreska też jest charak… No dobrze, zostawmy „charakterystyczność” stylu Mitsuru Adachiego i przejdźmy do konkretów. Na początku warto jednak wspomnieć, że ten styl praktycznie nie zmienił się od początku kariery mangaki (czyli od jakichś czterdziestu lat), a co najwyżej został odpowiednio doszlifowany. Projekty postaci tylko to potwierdzają, gdyż już pierwszy rzut oka na nie przywodzi na myśl raczej starsze tytuły niż te nowsze. Bohaterowie mają prosty, bardzo umowny wygląd, rzadko przesadnie udziwniony. Co ciekawe, nawet brak szczegółów nie odbiera mimice niesamowitej wyrazistości, a wydawałoby się puste spojrzenie i kamienna twarz potrafią przekazać więcej niż grymas silnych emocji. Tła pojawiają się rzadziej, ale gdy już trafi się kadr z parku czy chociażby wnętrza klubu, klasy lub domu, to na pewno nie można zarzucić mu niedopracowania. Częściej jednak postaciom towarzyszą puste, czarne lub białe przestrzenie. Widoczny jest kontrast (naturalnie czerń i biel). Odcienie szarości pojawiają się przy okazjonalnym cieniowaniu i rastrach – w tle i na ubraniach. Tu szaleństwa nie uświadczymy. Jednakże dzięki tej oszczędności i prostocie stylu kadry są przejrzyste i tylko czasem przy okazji walk, gdy jest zbyt dużo „kresek i pasów dynamiczności”, można się nieco pogubić, ale trudno inaczej przestawić zamaszyste ruchy, prawda? A, jeszcze jedno! Damska bielizna lubi rozpełzać się po mangach autora, ale jako że jest niewinnym dodatkiem, raczej nie powinna zbytnio przeszkadzać, choć równie dobrze mogłoby jej nie być.

Cóż, Mitsuru Adachi zasłynął głównie komiksami o baseballu, zostawiając w tle pozostałe sporty. Jak jednak pokazują Rough czy Katsu!, wyżej wspomniany sport niekoniecznie musi być głównym bohaterem, by historia była dobra. Autor pokazuje, że choć może nie jest mistrzem różnorodności, wykorzystuje swoje ulubione motywy w taki sposób, że do każdej jego mangi zasiada się z takim samym optymizmem. Powtarzalność swoją drogą (w tym przypadku zawsze na poziomie), ale styl pana Adachiego – wyważone, wiarygodne i skropione zarówno humorem, jak i dramatem romantyczne historie obyczajowe ze sportem w roli głównej – to rzecz, której trudno coś zarzucić. Czytelnicy, którzy znają twórczość mangaki bez obaw mogą sięgnąć po Katsu!, gdyż pozostając niejako w cieniu nieco młodszego i w dodatku zekranizowanego Cross Game, nadal trzyma równy poziom. Pozostali zaś, jeśli nie liczą na płomienny romans lub typowo sportową serię (czyli coś w rodzaju Hajime no Ippo), mają przed sobą solidną, niezwykłą w swojej przyziemności historię. Sposób jej prowadzenia (z wyraźnym przymrużeniem oka) stanowi powiew świeżości wśród innych romantycznych serii szkolnych, które nierzadko straszą schematycznością, przejaskrawieniem i bezsensownym fanserwisem. Mangi pana Adachiego tak ogólnie – z małymi wyjątkami – są wieczną oazą spokoju, w której zawsze znajdzie się tej samej jakości wodę.

Enevi, 22 grudnia 2011

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Mitsuru Adachi