Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 6/10 kreska: 8/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,67

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 25
Średnia: 7,96
σ=1,15

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Planetes

Rodzaj: Komiks (Japonia)
Wydanie oryginalne: 2001-2004
Liczba tomów: 4
Wydanie polskie: 2016-2017
Liczba tomów: 2
Tytuły alternatywne:
  • ΠΛΑΝΗΤΕΣ
  • プラネテス
Tytuły powiązane:

Błędy młodości, czyli jak autor rozmienił świetnie zapowiadające się science­‑fiction na pełne patosu okruchy – okruchy życia.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

I see trees of green, red roses too
I see them bloom for me and you
And I think to myself – what a wonderful world…

Piękne słowa Louisa Armstronga. Śpiewane tym charakterystycznie zachrypniętym głosem – aż chce się śpiewać z nim: Jaki cudowny ten świat… Ktoś jeszcze ma wątpliwości, że recenzowany tytuł jest opowieścią przepełnioną uczuciem, z nutką nostalgii i chwilą refleksji nad sobą, nad człowiekiem, nad światem, nad odwiecznymi pytaniami o sens…? No, tyle tylko, że to dopiero połowiczny opis Planetes, mangi o dwóch obliczach – niestety, niepasujących do siebie. Jej drugą twarz stanowi pełna rzetelnej, opartej na nauce, analizy wizja futurologiczna świata za kilkadziesiąt lat. Nikt jednak nie powiedział autorowi, że z takich kontrastów tylko najbardziej utalentowani „kucharze” potrafią stworzyć pyszną potrawę – Yukimuro ewidentnie źle dobrał składniki, nurzając staranność w banale. Staranność naukowego podejścia do wizji przyszłości w banale tandetnych przemyśleń. Na nieszczęście dla futurologii, ostatecznie tandeta wygrała.

Jest rok 207X. Człowiek na dobre otworzył drzwi do czarnej, bezkresnej przestrzeni Kosmosu i teraz właśnie obiema nogami znalazł się po tej drugiej stronie… Jak na Ziemi, tak i w przestrzeni są zawody darzone większym lub mniejszym szacunkiem. Do tych ostatnich z pewnością należy „kosmiczny śmieciarz”, czyli zbieracz wszelkiego rodzaju odpadków (od śrub po stare satelity), które, okrążając Ziemię, stanowią zagrożenie dla kosmicznego ruchu. Jak się już można domyślić, bohaterami mangi jest właśnie taki zespół „śmieciarzy”, w którego skład wchodzą: czarnoskóra kapitan – Fee, młody Japończyk – Hachimaki, oraz rosyjskiego pochodzenia Yuri (oryginalnie zapewne Jurij), no i oczywiście ich statek – trzydziestoletni „Toy Box”. Na jego pokładzie wykonują swoją żmudną i niespecjalnie docenianą pracę. Dlaczego to robią? Każdy z własnych powodów – Yuri szuka pamiątki po żonie, która zginęła w katastrofie promu po zderzeniu z kosmicznym śmieciem, Fee ucieka przed sobą, a Hachimakiego goni ambicja – dalej w przestrzeń, do gwiazd. Tak więc, gdy na poważnie rusza projekt pionierskiej ekspedycji na Jowisza, Hachimaki zgłasza się, nie zastanawiając się ani chwili. Lecz zanim będzie mógł całkowicie oddać się treningowi, musi jeszcze wyszkolić nowego pracownika na swoje miejsce, a jest nim młoda idealistka – Tanabe. Jak się potoczą losy ekspedycji? Czy bohaterowie żyjący u schyłku XXI wieku znajdą odpowiedzi na swoje pytania?

Trudno tu właściwie mówić o fabule, bo dla Yukimury stanowiła ona zaledwie pretekst. W przeciwieństwie do wizji świata. Trzeba szczerze przyznać, że porządna futurologia w mangach science­‑fiction niestety jest czymś bardzo rzadkim (po części pewnie dlatego, że wymaga od autora dodatkowego wysiłku), nawet jeśli, tak jak w Planetes, nie wybiega zbyt daleko w przyszłość. Pod względem organizacyjno­‑technologicznym świat Planetes został przedstawiony bardzo realistycznie. Z powodu wyczerpywania się paliw kopalnych człowiek zwrócił się w jedyną słuszną stronę – reakcji termojądrowych (w tym najefektywniejszej – helu 3 z deuterem), dla których ogromne zasoby paliwa znajdują się poza Ziemią – na Księżycu czy, bez porównania większe, na Jowiszu (stąd wyprawa). Rejsowe promy kosmiczne, stacje wydobywcze na Księżycu, terroryzm kosmiczny (w tym „kosmoekologiczny” – Liga Ochrony Kosmosu), korporacje, walka o zasoby… Świat przyszłości został opisany z detalami (w mandze znaleźć można nawet specjalny przewodnik po świecie Planetes, zawierający wiele dodatkowych informacji, założeń, predykcji) na różnych płaszczyznach technologiczno­‑polityczno­‑biznesowych. W tym świecie największy strach budzi zjawisko zwane „syndromem Kesslera” (którym zresztą już dziś interesują się w NASA). Otóż z powodu wielkich prędkości, z jakimi poruszają się obiekty po orbicie okołoziemskiej, każde ich zderzenie powoduje powstanie tysięcy i milionów kolejnych, mniejszych, które, po zderzeniu z następnymi, utworzą nowe. Jak reakcja łańcuchowa. W końcu żaden statek nie będzie mógł opuścić Ziemi, bo każda taka próba zakończy się katastrofą po zderzeniu z odpadkami kosmicznymi (na tym właśnie oparł autor swoją tezę o powstaniu zawodu „kosmicznego śmieciarza” – w zasadzie słuszną, choć nie zgodzę się z samą jej realizacją). A to byłby koniec dla cywilizacji technicznej na Ziemi, jaką znamy obecnie (czy jaką znamy z Planetes).

Na tle takiego świata można by pokazać rozmaite problemy, które jeszcze uwypukliłyby jego zalety, stając się swoistą „wisienką na torcie”. Jednak w żadnym razie w tej kategorii nie mieszczą się tandetne i często prymitywne rozterki bohaterów – choć może nie, nie tyle same rozterki są tandetne, co sposób ich przedstawienia. Fee, Hachimiaki, Tanabe, Yuri… Problemy egzystencjalne, pytania o kondycję człowieka, zostały sprowadzone do poziomu grafomańskich wynurzeń przeżywającego burzę hormonów nastolatka. Yukimura najwyraźniej sam nie wiedział, co właściwie chce stworzyć, gdyż po pierwszych tomach, w których na pierwszym planie jest świat przyszłości i pierwsze społeczności kosmiczne, przychodzą kolejne, w których nie dzieje się już nic, co nie jest związane z uczuciami bohaterów (którzy, na nieszczęście dla czytelników, bardzo chcą się przed nimi otworzyć) oraz ich „górnolotnymi” przemyśleniami. Yukimura przesadził z tym pod każdym względem – ostatecznie porzucając całkowicie i tak przecież dość wątłą fabułę. Zamiast science­‑fiction na koniec została już tylko „nastrojowa” opowieść o szukaniu swojego miejsca w świecie, o nieograniczonej ciekawości człowieka, każącej mu wędrować w ciemność Kosmosu, i o jego tęsknocie za domem – za Ziemią. A wszystko to banalne. Przeżyłem ogromny zawód.

I jak w takiej sytuacji ocenić bohaterów, skoro oni są przecież przede wszystkim „nośnikami” banałów? Na pewno nie są zbyt oryginalni. Fee to dość typowa kobieta „z jajami” – potrafi być bohaterką, jeśli chodzi o sprawy kosmiczne, ale z własnym dzieckiem i problemami poradzić sobie nie umie. Ale to i tak jedna z ciekawszych postaci. Tak jak jej towarzysz – Yuri, który „śmieciarzem” został tylko z powodu dryfującego gdzieś w przestrzeni ciała żony. Trzecim wyróżniającym się bohaterem jest dyrektor projektu lotu na Jowisza – Locksmith, zamknięty w sobie, tajemniczy i zawsze spokojny (nawet gdy dziennikarze wprost oskarżają go o zabicie kilkuset ludzi, którzy zginęli w katastrofie po wybuchu testowanego silnika). Od pozostałych bohaterów ci dwaj ostatni różnią się tym, że nie prawią czytelnikowi morałów, a z ich ust rzadko (jeśli w ogóle) można usłyszeć ociekające patosem banały. Wprawdzie nie jest to ich jedyna zaleta, ale na pewno bardzo istotna. Z Hachimakim i Tanabe jest już trochę gorzej (szczególnie z tą ostatnią). Wprawdzie oboje są sympatyczni, tego im nie sposób odebrać, ale nie to jest głównym wyznacznikiem jakości postaci. Hachimakiego, kreowanego na głównego bohatera, ciągnie do gwiazd, jednak na drodze stają mu liczne rozterki wewnętrzne, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Ciekawe jest to, że jego problemy nie są znów takie banalne (akurat jest on praktycznie jedynym opisanym w mandze przypadkiem, cierpiącym na przypadłości typowe dla osób długo przebywających w odosobnieniu, z dala od Ziemi – przypadłości astronautów), lecz podobnie jak cała manga – im bliżej końca, tym płytszy się staje. Z Tanabe to zupełnie inna historia. Tak idealistycznej, infantylnej i naiwnej bohaterki, nawet jeśli się ją lubi, nie chce się za dużo oglądać. Ze swoją naturą nie miałaby szans zdać żadnych kursów niezbędnych do pracy w przestrzeni kosmicznej (czyżbym odkrył jedną z małych luk Planetes?). Żeby jej przemowy były strawne, należałoby je najpierw rozcieńczyć w proporcjach jak jeden do stu (mowa o natężeniu słów „miłość”, „wiara”, „człowiek” i im podobnych). Dodatkowym niewątpliwym minusem Planetes, na szczęście nierzucającym się aż tak w oczy (choć powody tego są niezbyt chlubne), są fałszywie przedstawione relacje między członkami wyprawy na Jowisza. Yukimura najwyraźniej ma słaby zmysł socjologiczny, albo też nie zapoznawał się z opisami zachowań długotrwale odizolowanej grupy ludzi.

Kreska jest dobra. Widzimy sporo szczegółów i nawet technologiczny świat przyszłości nie wygląda pod ręką autora, jakby składał się z samych prostopadłych i równoległych kresek. Ten świat wygląda jak prawdziwy – żyje. Tak więc, gdy widzimy skafander, to nie jest to tylko skafander, ale i jego całe wyposażenie – wszelkie czujniki, silniki, aparaty i inne urządzenia, niezbędne do pracy w przestrzeni. Jest to plus niewątpliwy – wszelkie tła i scenerie (w przypadku tej mangi – głównie kosmiczne). Bohaterowie prezentują się nieco gorzej. Na tle reszty ich wygląd niejednokrotnie razi prostotą i nieumiejętnym sposobem narysowania twarzy. Nietrudno też zauważyć różnice pomiędzy wyglądem tych samych postaci w kolejnych tomach. Nie jest to jednak spowodowane zmianami czasowymi (bo cała akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku lat) – zresztą, to nie ten typ różnic. Zmiany w rysunku najlepiej widoczne są na przykładzie Hachimakiego – w różnych tomach można go wziąć za dwie różne osoby. To raczej jeszcze niedopracowany warsztat młodego mangaki.

Sporo narzekałem, a ocena przecież wysoka – jak to możliwe? Najmocniej przyczynił się do tego futurologiczny aspekt Planetes. Nawet jeśli sam autor nie miał odpowiedniego przygotowania naukowego, przestudiował niezbędne do tego materiały i spędził sporo czasu na analizie najbliższych kilkudziesięciu lat. Owszem, uważam, że nazbyt optymistycznie podszedł do szacowania dat podług możliwości inżynieryjnych świata, ale przecież nie o daty chodzi, ale o zjawiska, o trendy, o możliwości, o wizję świata, której nie można nazwać fałszywą. Na tle większości mang science­‑fiction jest to perełka. Dlaczego więc tak nisko oceniona? O tym już chyba wiesz, Czytelniku, z tej recenzji. Dla ceniących gatunek science­‑fiction jest to pozycja wręcz obowiązkowa (chyba że ktoś w rekwizytach science­‑fiction szuka po prostu zwykłej przygody, która równie dobrze mogłaby się rozgrywać w dżungli czy na pustyni), wyróżniająca się realizmem. Zainteresowane powinny być także osoby lubiące naukowe rozważania dotyczące możliwości technologicznych świata. Ostatnie tomy mógłbym też śmiało polecić miłośnikom banału, ale chyba nie o to chodzi – nie trzeba lecieć w Kosmos, nie trzeba czytać Planetes, żeby się przekonać, jaki cudowny ten świat….

SixTonBudgie, 9 września 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Wydawca polski: J.P.Fantastica
Autor: Makoto Yukimura
Tłumacz: Paweł Dybała

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 9.2016
2 Tom 2 J.P.Fantastica 4.2017