Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 kreska: 7/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 6
Średnia: 6,67
σ=1,8

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Złoty rycerz

Rodzaj: Komiks (Japonia)
Wydanie oryginalne: 2010
Liczba tomów: 1
Wydanie polskie: 2019
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • Kin'iro Kishi
  • 金色騎士
Gatunki: Komedia, Romans

Złoty rycerz, który wcale rycerzem nie jest i nie bardzo ma ochotę być, co dziwi zarówno jego przyjaciela, jak i czytelników tej mangi. Czyżby życie w zapadłej dziurze było aż tak ekscytujące?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jeszcze nie tak dawno Shirou służył w elitarnej Gwardii Złotych Lwów w samej stolicy. Jednak prostoduszny mężczyzna popadł w konflikt z przełożonym i został zesłany na prowincję, by tam strzec prawa. Mimo degradacji Shirou nie traci pogody ducha, co więcej, życie w zapadłej wiosce wyjątkowo przypada mu do gustu. Ponieważ większość problemów mieszkańców ogranicza się do ucieczki trzody czy utknięcia w oborniku członka rodziny, młody stróż prawa ma mnóstwo czasu na leniuchowanie i flirtowanie z kobietami. Takiego stanu rzeczy nie rozumie przyjaciel Shirou, Yasaburou, który postanawia wpaść do niego w odwiedziny…

Tak pokrótce przedstawia się zarys tytułowej historii, jednej z trzech zawartych w tomiku. Akcja drugiej, pod tytułem Księżniczka piastunka dzwonu, również rozgrywa się w małej wiosce gdzieś na krańcu świata. Tytułowa piastunka dzwonu ma na imię Anzo i pełni funkcję strażniczki rzeczonej wioski – w razie zagrożenia bije w dzwony, zwołując lub ostrzegając mieszkańców. Pod wpływem (kolejnego) proroczego snu wieszczy najazd mitycznych barbarzyńców, których nikt nie widział od siedemdziesięciu lat, choć pamięć o nich pozostaje żywa wśród pospólstwa. Oczywiście zostaje zignorowana, ale wkrótce jej zapowiedź ziszcza się – co prawda, agresor jest jeden i przybył, jak sam twierdzi, by znaleźć żonę, ale barbarzyńca to barbarzyńca. Anzu i jej przyjaciołom robi się żal wyjątkowo pięknego młodzieńca, ukrywają go więc przed sołtysem, co naturalnie prowadzi do komplikacji.

Ostatnia, najspokojniejsza opowieść skupia się na młodej i głupiutkiej arystokratce, która podkochuje się w człowieku z niższej warstwy społecznej, a ponieważ zbliżają się jego urodziny, postanawia sprawić mu prezent i jednocześnie wyznać uczucia. Udaje się więc do wielkiego sklepu z różnościami i prosi melancholijnego sprzedawcę, aby pomógł jej coś wybrać…

Złoty rycerz to przekrój przez dotychczasową twórczość autorki, Tsukiji Nao, stąd spore różnice w jakości poszczególnych historii. Moim zdaniem, najlepiej wypada ostatnia – stonowana, prosta i przemyślana. To niemalże wzorcowa miniatura, pokazująca, jak wiele można wycisnąć z opatrzonej do bólu formuły. Niestety, pozostałe dwie opowieści to zdecydowany przerost formy nad treścią – mangaczka wrzuca czytelników jakby w środek wydarzeń, niemal całkowicie pomijając wyjaśnienia, po czym podlewa to wszystko absurdem i wątpliwym humorem. Do tego dochodzi spora dawka fanserwisu, który wielokrotnie staje się celem samym w sobie – Shirou co i rusz traci górną część odzienia, a jego spodnie wiszą na biodrach tak nisko, że gdyby obrócił się tyłem, byłoby widać dużą część pośladków. Mężczyzna wygina się przy tym tak, że zawstydziłby niejedną bohaterkę hentaja. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie czuję się w żaden sposób urażona czy zniesmaczona, ale celowość tego typu zagrań pozostaje dla mnie zagadką.

Kolejny problem to stworzenie oneshotów, które od początku były pomyślane jako zalążki dłuższych opowieści. Sama autorka przyznaje to w mandze, więc nie jest to tylko moje gdybanie. Niby utwory są skończone, ale czytelnikowi brakuje jakiejś sensownej konkluzji, co widać zwłaszcza w Złotym rycerzu. Nie ukrywam też, że zawarty w mandze humor zupełnie do mnie nie trafił i większość szalonych pomysłów Tsukiji Nao uważam za zwyczajnie głupie. Wyciąganie kogoś z gnojówki jest średnio zabawne, takoż syndrom sztokholmski czy burako­‑majtki (nie pytajcie). Podobne idiotyzmy autorka łączy z wątkami poważnymi, ludzkie okrucieństwo czy zachowania psychopatyczne przykrywając żenującymi żartami. Da się to zauważyć choćby w historii Shirou, który pomaga mieszkańcom w błahych sprawach, zaś poważne problemy jedynie nadgryza, po czym zostawia samym sobie, zadowolony z półśrodków – przecież koniec końców, wszyscy są w miarę szczęśliwi, a jeśli problem powróci, znowu coś wymyśli (i albo się uda, albo nie).

W ogóle największy kłopot mam z bohaterami – Tsukiji Nao sama przyznaje, że uwielbia postaci przygłupie i generalnie odbijające rzeczywistość, co niestety widać. Ja tymczasem takich typów nie cierpię… Albo inaczej, czytałam komiksy, w których takie postaci sprawdziły się idealnie i nadały całości specyficzny koloryt. Tutaj generują chaos i jest to ich jedyne zajęcie. Co gorsza, nie odbieram ich głupoty jako czegoś uroczego, ale traktuję ją jak pokaz tchórzostwa i zupełnego nieprzystosowania do życia w społeczeństwie, nawet jeśli jest równie nierozgarnięte co bohater. Jedynie para z ostatniej historii wydała mi się sympatyczna, zapewne dlatego, że zarówno młoda dama, jak i właściciel sklepu okazali się jednostkami wrażliwymi na cudze nieszczęście. Zresztą oneshot był tak krótki, że nie mieli kiedy pokazać się z gorszej strony. Zabrakło mi w tym szaleństwie metody – ani jedna postać nie zasłużyła na miano normalnej (pomijam wspomnianą już parę), a na dodatek nie znalazłam tu nikogo, kogo nie dałoby się określić góra trzema przymiotnikami.

Tak naprawdę największą zaletą mangi pozostaje kreska, wyjątkowo bogata i dekoracyjna. Autorka uwielbia wręcz ornamenty, więc piętrzy je, gdzie się da – suknie bohaterek to niezliczone warstwy falbanek, koronek, wstążek, kwiatów i guziczków. Włosy u większości postaci spływają gęstymi kaskadami fal i loczków. Wszystko musi mieć słuszną objętość! W tak barokowy styl perfekcyjnie wpisują się androgyniczne projekty postaci i ich nienaturalne, przerysowane pozy, sprawiające, że kręgosłup boli od samego patrzenia. Niestety, pomysłowości wystarczyło jedynie na bohaterów, ponieważ tła pozostają w większości nijakie i tendencyjne – dominują neutralne rastry, czasem wzbogacone jakimś charakterystycznym dla shoujo efektem. Ale to nie one psują ogólne wrażenia wizualne, a wyjątkowo paskudne deformacje. Artystka chętnie podkreśla nierozgarnięcie bohaterów, obdarzając ich w założeniu zabawnymi wyrazami twarzy. Są one jednak tak brzydkie, że zaczynam wątpić, czy mangę rysowała tylko jedna osoba. Poważnie zastanawiam się też, czy rzeczone zniekształcenia są zamierzone, czy wynikają z niedostatecznych umiejętności mangaczki w przedstawianiu emocji. Na szczęście, takie karykaturalne podejście nie dominuje w komiksie, który jak by nie patrzeć, wypada wyjątkowo dziewczyńsko pod względem wizualnym. Ale co kto lubi.

Złoty rycerz to typowy przykład jednotomówki bez żadnej myśli przewodniej. Ot, bierzemy kilka krótkich prac autora i wrzucamy do jednego worka. Co więcej, niespecjalnie przejmujemy się ich jakością, licząc, że może ładne, częściowo roznegliżowane męskie ciała załatwią problem. Nie jest to pozycja tragiczna fabularnie, ale na pewno sporo jej brakuje do bycia dobrą – jeszcze jeden przeciętniak, który ani ziębi, ani grzeje. Chyba sama autorka doszła do podobnego wniosku, bo do każdej historii dorzuciła tak zwaną „interpretację” (gdyby ktoś nie zrozumiał, co właśnie przeczytał). Co o niej myślę, napisałam już w recenzji tomiku, i nie bardzo mam ochotę się powtarzać. Cóż, ładnie opakowany cukierek, którego smak pozostawia sporo do życzenia.

moshi_moshi, 27 czerwca 2019

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shinshokan Publishing
Wydawca polski: Waneko
Autor: Tsukiji Nao
Tłumacz: Joanna Szmytkowska

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 5.2019