Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Akame ga Kill!

Tom 9
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-8096-284-2
Liczba stron: 226
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Już okładka dziewiątego tomu wskazuje jednoznacznie, kto będzie jego gwiazdą. W końcu bowiem doczekaliśmy się prawdziwego pojedynku pomiędzy Night Raid a Esdeath i tak naprawdę wszystko inne, co dzieje się w tym tomie, stanowi tylko przystawkę przed daniem głównym, które zostanie nam zaserwowane oczywiście w wersji krwistej.

Ponarzekam jednak na niesamowitą przewidywalność wydarzeń. Zdaję sobie sprawę zarówno z shounenowego rodowodu historii, jak i kanonów gatunku, ale trochę irytowały mnie tym razem bardzo jasne podpowiedzi dotyczące dalszego przebiegu akcji. Chociaż w kluczowym momencie głównej walki zostałem jeden raz zaskoczony przebiegiem akcji, to pewien niedosyt pozostał.

Dwa pierwsze rozdziały stanowią wprowadzenie do tego, co będzie się działo później. Mamy więc kilka nieco luźniejszych wstawek, trochę rozwoju postaci, z niestety zbyt wyraźnymi wskazówkami dotyczącymi losów konkretnych osób, i precyzowanie strategii oraz celu misji, którym jest zabójstwo Bolica. Od razu wiadomo, że zadanie nie będzie łatwe, z czego sprawę zdają sobie chyba wszyscy, ale jak to się mówi: „taka praca” i nikt nie zamierza podkulać ogona. I niestety, łatwo nie jest, bo tak naprawdę od początku nic nie idzie zgodnie z planem, a o statusie walki niech świadczy fakt, że ciągnie się ona przez dwa i pół rozdziału i do ostatniej strony trzyma w napięciu.

Jeśli ktoś jeszcze próbował się łudzić, że siły są w miarę wyrównane, otrzymał w tym tomie jasną i klarowną odpowiedź, kogo na ile stać i jak wiele pracy będzie musiał włożyć nie tyle w to, żeby wygrać, ile żeby przynajmniej ujść z życiem. Bardzo się cieszę, że miałem możliwość zobaczyć Esdeath w pełnej krasie i poznać przynajmniej ułamek jej umiejętności i możliwości. Będę bardzo rozczarowany, jeśli w myśl kanonów gatunku zostanie ona pokonana tylko dzięki „magicznej” przemianie głównego bohatera, i jestem niezwykle ciekawy dalszego rozwoju sytuacji. Co interesujące, sam protagonista również pokazał się tutaj z dobrej strony i choć przed nim jeszcze długa droga, wyraźnie widać postępy i rozwój tej postaci.

Strona techniczna wydania pozostaje na wysokim poziomie. Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, abym zmienił zdanie o wydawnictwie, które swym profesjonalizmem każdorazowo mnie zadziwia. Cieszy mnie, że w chwili obecnej na rynku jest tyle tak dobrze wydanych tytułów w rodzimym języku. Czytając kolejne tomiki, coraz bardziej podziwiam osobę tłumaczącą teksty, bowiem mimo dość prostego języka wiem, jak trudno przełożyć niektóre zwroty na język polski tak, aby uniknąć sztuczności. Utrzymaną w typowej tonacji z jednym kolorem przewodnim obwolutę zdobi tym razem Esdeath, a pod obwolutą standardowo już znajdziemy „mangową kolaborację”, która stała się dla mnie pierwszym elementem, jaki czytam po otrzymaniu tomiku do recenzji.

Mam nadzieję, że po wydarzeniach tego tomu tempo będzie tylko przyspieszać, bowiem powoli zbliżamy do finału opowieści i liczę na to, że nie rozczaruje on ani mnie, ani Was. Jak już wcześniej pisałem, ciekawi mnie, po jakie rozwiązania fabularne sięgną autorzy, aby zakończyć główny wątek, i czy nie będą to rozwiązania zbyt naciągane. Na tę chwilę oceniam historię bardzo pozytywnie, głównie za niestronienie od przemocy (ale też nienadużywanie jej) oraz całkiem rozsądną i prawdopodobną liczbę zgonów, jak i sytuacji, w których bohaterowie uchodzą z życiem. Mimo swojego rodowodu i wielu fantastycznych oraz ponadnaturalnych rozwiązań ta historia nie razi kiczem, co nie jest tak oczywiste, jeśli weźmie się pod uwagę umiejscowienie akcji zestawione z możliwościami niektórych teigu. Duża w tym zasługa świetnie wykreowanych protagonistów i antagonistów ze wszystkimi ich historiami, celami, motywacjami i dziwactwami, które nie rażą aż tak bardzo. Na razie dobrze oceniam także tempo akcji, bez zbędnych dłużyzn czy też przyspieszania pewnych wydarzeń. Dobrze wypadają proporcje czasu trwania walk i wplatanych między nie lżejszych wątków, pozwalających nieco rozładować napięcie – co widać na przykładzie tego tomu, gdzie mimo długości walki nie czuje się znużenia podczas czytania. Tradycyjnie życzę sobie i Wam, aby kontynuacja utrzymała wysoki poziom fabularny, bo o stronę techniczną przestałem się martwić kilka tomów temu.

KamilW, 27 października 2019
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 8.2017
2 Tom 2 Waneko 10.2017
3 Tom 3 Waneko 12.2017
4 Tom 4 Waneko 2.2018
5 Tom 5 Waneko 4.2018
6 Tom 6 Waneko 6.2018
7 Tom 7 Waneko 6.8.2018
8 Tom 8 Waneko 10.2018
9 Tom 9 Waneko 12.2018
10 Tom 10 Waneko 2.2019
11 Tom 11 Waneko 4.2019
12 Tom 12 Waneko 6.2019
13 Tom 13 Waneko 8.2019
14 Tom 14 Waneko 10.2019
15 Tom 15 Waneko 12.2019